... wyobraźnia potrzebuje tęsknoty, wręcz karmi się tęsknotą ... W.Myśliwski - Traktat o łuskaniu fasoli
Blog > Komentarze do wpisu

Nie żyje się na próbę

Usiadłam przy biurku, niecałe trzydzieści minut temu, zauważyłam, że świat wokół mnie znowu ucichł. Niewielu z nas porusza się po mieście, dzisiaj raczej gromadzimy się przy telewizorach i w kościołach, czy na koncertach. Ku świętej pamięci Naszego Wielkiego i Kochanego Papieża.

I ja powróciłam myślami do tamtych dni.

Bardzo dobrze ( jakby to było wczoraj ) pamiętam sobotni, ciepły w sumie, bezwietrzny wieczór. Wieczór bardzo religijny, w tak bardzo zmieniający nas duchowo, sposób. Wstrzymywaliśmy oddech, pocieszaliśmy się nawzajem, wspomagaliśmy, a jednak mieliśmy nadzieję że nie skończy się Ten Świat. Z NIM.

Po dwudziestej wróciłam z Kościoła spłakana i wzruszona, z muzyką, którą On tak bardzo lubił, w pamięci, by zaraz prawie dowiedzieć się, że nadszedł kres. Że nie ma Go już wśród żywych. Że umarł Nasz Świat.

Wokół ucichło, świat zamilkł. Pogasły światła. Zapłonęły wszystkie świece. Mieliśmy nadzieję, że lepsi jesteśmy na stałe. Zjednoczyliśmy się.

Następnego dnia, a była to niedziela, rannym pociągiem ( po nieprzespanej nocy) jechałam do Warszawy, podróżowało niewielu pasażerów, w wagonie otwartym obce sobie osoby wspominały Go, wszyscy płakaliśmy. A potem, już o zmierzchu, bardzo zatłoczonym samolotem, leciałam, wraz z synem, do Londynu. Póżnym wieczorem przywitała nas rozświetlona stolica nad Tamizą. W kolejce Heathrow Ekspress, którą to przemieszczaliśmy się z lotniska do dzielnicy Westminster, nadawano film o Papieżu, Naszym tylko Góralu. Ukochanym. Biała sutanna, popielate gołębie, wędrówka po górach, klejące się do niego dzieci, piękny uśmiech... dźwięki Barki, to wszystko razem wzruszyło Syna i mnie do głębi. Ale i tym razem pasażerów kolejki, w tym Hindusów, Anglików, Muzułmanów różnych narodowości, Żydów i może jeszcze pozostałych wyznawców innych wiar. Zwolenników całkiem odmiennych idei. 

" Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę" - te Jego słowa zawsze pamiętam.  Czy się nimi kieruję, to inna sprawa. Staram się.   

czwartek, 02 kwietnia 2009, kocurkowata

Polecane wpisy

Komentarze
2009/04/02 23:15:52
Bardzo ładnie napisałaś:)
-
2009/04/03 10:10:17
Pięknie napisałaś. Dziękuję!
-
2009/04/03 12:44:59
(+), (+),(+)
-
2009/04/03 17:55:01
Fuss, Ambra, Ewa - dzięki :) Ambra - witaj u mnie. Zapraszam częściej:)
-
nessag
2009/04/04 15:49:48
Więc dlatego, ja żyję Tu i Teraz. Uświadamiam sobie SWOJE potrzeby i cele i je realizuję:)
Nie chcę żyć introjekcjami, bo to szczęścia nigdy mi nie przyniesie.
Na początku jest trudno, ale z czasem inni to akceptują i sami się zmieniają na lepsze. Bo jeśli ja sobie pozwalam na realizację własnych celów, to może oni też moga sobie na to pozwolić?
Zgodnie z paradoksalną teorią zmian:)
Tak, JPII był bardzo mądrym Człowiekiem.
-
2009/04/05 17:03:21
Czy moje potrzeby są najważniejsze? Nie sądzę. Najważniejsze jest to, jak się sama z sobą czuję. A ja nie lubię ludzi, którzy nie wiedzą, co to jest przyzwoitość. I tak z konieczności nie mogę robić świństw. Wielka racja - nie żyje się na próbę i dlatego nie można pozwolić sobie na to, by znielubić tę osobę, od której się na pewno nie odczepię - siebie samą.
-
2009/04/05 22:47:46
Ness, Babo - ważne są, według mnie, proporcje. Jestem dla siebie ważna ale Tu i Teraz, co dla mnie znaczy: Tu - czyli w moim Świecie ( a to oznacza wszystko i wszystkich wokół mnie) i Teraz - czyli dzisiaj. Dla mnie zasadniczo "wczoraj" nie istnieje, bo nie lubię rozpamiętywać, "międlić" przeszłości, ale "jutro" mam bardzo wyraźnie zarysowane. A to niewątpliwie przeszkadza, bo jak mi się "dzisiaj- czyli teraz" coś nie uda to liczę na owo "jutro". Nie rozczarowywuję się co do" dzisiaj", to fakt, ale to za mało:( Dobrej Nocy:) K.