O autorze
Tagi
... wyobraźnia potrzebuje tęsknoty, wręcz karmi się tęsknotą ... W.Myśliwski - Traktat o łuskaniu fasoli
środa, 24 lutego 2010

Jestem zwierzęciem politycznym na tyle, ile jeżdżę na stacjonarnym rowerku! Wiem kto to Rychu, Zdzichu i Zbychu, ale jedynie tyle, na ile pozwala mi czas spędzony na treningowym rowerku. 30 - 40 minut dziennie ssania wiedzy politycznej. 30 - 40 minut dziennie walki o kondycję. Fajne połączenie. Obraźliwe. Ale nie zawsze tak będzie, bo gdy skończy się w moim przyszłym biurze, a obecnie domu, pandemonium, czyli przebudowa absolutna, wtedy przeniosę się z rowerkiem do pomieszczenia bez jakichkolwiek mediów. I skończy się moja polityczna edukacja, bo jednak walkę z sobą wolę toczyć, a nie siłować się wiatrakami. Nie chcę już być zwierzęciem politycznym! Swoje życiowe centrum sprzed telewizora natychmiast usunę!

Hmmmm..., teraz znam wszyskie tragedie, przewały, kataklizmy, kłamstwa Tamtych, a może Tych, kto by się rozeznał..., komisje śledcze, różne punkty widzenia, jakieś lochy Lecha, miry Mira, byki Zbycha, i jeszcze dużo gorsze Przypadki. Jednak powierzchownie, subiektywnie, na tyle, na ile pozwala mi zawieszenie oczu na telewizorze, wessanie obcej opinii, oczywiście podczas jazdy na treningowym rowerku:). Przestało to dla mnie być ważne. Dla mnie, ongiś aktywistki pełną gębą i organizatorki prospołecznych poczynań. Wieki temu. Skończyło się, nie ma, jestem full. Bo o co nam kiedyś chodziło? Że kto padł? Janek Wiśniewski?

Kiedyś tak. A co dzisiaj? Niestety, czasy inne. Wiatr inny. A nieraz nawet i bezwietrznie jest. Kasa inna. Nie ma bohaterów, nie ma wygranych, nie ma też przegranych. Jeszcze. Mają być parytety. Po co kobietom parytety? Czy my się garniemy do polityki? Do michy z darmowym jadłem? Czy my chcemy Tam pachnieć? Dla kogo miałybyśmy Tam piec brownies? Mogą partnerować nam owe Rychy, Zbychy i Zdzichy? Andrzeje i Romany? Wpuszczą nas? Uszanują? Scenę oddadzą? Czasy inne.

Zdecydowanie inne...

A tymczasem Bronek Kowalski upadł! A dwustu pracowników zatrudniał...!

 

21:26, kocurkowata
Link Komentarze (12) »
wtorek, 23 lutego 2010

Jest mi przykro. Mogłabym zerżnąć klimat z Żeromskiego, a resztę faktów ze swojego otoczenia i napisać "Dzieje grzechu - wiek później". Ale mogłabym też jakoś pomóc. Tylko jak? I komu?

Ona - przed trzydziestką, dwoje dzieci, obecnie po szybkim ( powód - zdrada małżeńska ) rozwodzie, współczesna sprzątaczka ( czyli uśmiechnięta, nowocześnie ubrana Kobieta, która potrafi posługiwać się większością dostępnych mediów ). Znakomicie zorganizowana.

On -  przed czterdziestką, czworo dzieci, w związku małżeńskim, jedyny żywiciel rodziny, kierowca tira, ale ze średnim wykształceniem, bardzo miły, wręcz ujmujący. Znakomity pracownik.

Miejsce akcji - firma jakich wiele.

Ogniwo akcji - romans w pracy - jakich zresztą także wiele:)

Zakończenie - nie żyli długo i szczęśliwie. O nie. A przynajmniej Ona, konserwatywny ( a może nawet gorzej ) Właściel Firmy postanowił ( pomimo sprzeciwu prawie wszystkich firmowych decydentów ) nie tolerować dalej romansu, który w sumie nie był w żaden sposób głośny, a nawet raczej dyskretny, nie powodował też perturbacji w sferze wykonywania obowiązków służbowych, i miesiąc temu wyrzucił na bruk Naszą Bohaterkę. Bo nie będzie rozbijać rodziny! Większość pracowników trochę powymieniała nie zawsze podobne poglądy, ale potem zaraz o Naszej Bohaterce wszyscy zapomnieli. Ja też.

Nasz Bohater z kolei pracuje, uśmiecha się, nadal jest ujmujący, może dlatego, że na  otarcie łez dostał więcej kasy... Kto to wie... 

Ona ( była dzisiaj po zaświadczenie o zarobkach do wystapienia o zapomogę ) nie może pracy znaleźć, nie ma już schludnego i miłego wyglądu, a nawet gorzej, jest zaniedbana i potwornie nerwowa. Schudła, oczy ma rozbiegane, przykre to bardzo... Bo co mam dać dzieciom jeść!? - pyta powietrza. Przy czym powietrzem też byłam i ja.   

Są tacy, co powiadają, że zamieszkać razem planowali..., że to wielka miłość..., trudna ale wielka... Ale są też i tacy, którzy z tamtymi się nie zgadzają, nawet bardzo. I śmieją się dzisiaj do łez... Rozbić porządną rodzinę chciała ... - mówią... Idiotka. To teraz ma nauczkę!  

18:10, kocurkowata
Link Komentarze (14) »
środa, 17 lutego 2010

Miałam kiedyś pewną Znajomą, piszę "miałam" bo ostatnio straciłam z Nią kontakt. Zupełnie nie wiem co się z Kobietą dzieje. Owa Pani miała pewne zabawne cechy. Znana była na przykład z tego, że do komputera i w ogóle programów miała tylko jedno hasło. Nie mam nic przeciwko takiemu ujednolicaniu, ale jej brzmiało - ulaula! Nie było trudne prawda? No nie. Zupełnie nie, nawet dla niepowołanych, bo owej Pani było na imię Urszula właśnie. Druga jej ciekawa cecha była na tyle swojska co i egzotyczna, nasza słynna już Pani Ulaula wszystkie adresy w mieście określała względem kościoła w pobliżu. - A gdzie jest ulica Grunwaldzka? No, obok kościoła Jana Kantego! - A Naramowicka? - Tam gdzie Kościół Matki Boskiej Częstochowskiej przecież! - Niech pomyślę, w którym to miejscu jest Urząd Wojewódzki, a konkretnie Starostwo? - Przy Kościele Dominikanów! 

I tak dalej i tak dalej...

Dlaczego o tym piszę? Bo chciałam określić w tej notce, gdzie dokładnie w Poznaniu znajduje się miejsce, które odwiedziłam niedawno żeby poprawić sobie humor. Pisałam już, że mało co mnie cieszy. Wiem o tym i ubolewam. Sprawdziłam rezultat ( co do nastroju ) "po fryzjerze", "po kosmetyczce", "po zakupie nowych perfum", też "po zamontowaniu kominka" ( bez obudowy na razie, ale grzeje )..., przyznam się że i "po winie" też mi się  zdarzyło, niestety nadal nie firgam z radości. A może to sprawa braku tlenu? - pomyślałam w końcu. Do dzieła! I wypróbowałam także to, a że po drodze do naturalnego baru tlenowego była Galeria Handlowa to i zakup nowego ciucha też stestowałam:) I co? Pomogło. Ale na dzień zaledwie.

Zapytacie prawdopodobnie, gdzie byłam? Gdzie w Poznaniu się udać, żeby na dzień choćby poprawić sobie humor? Już mówię, a właściwie piszę. Doradzam zafundować sobie trzygodzinny spacer nad zamarzniętym Jeziorem Maltańskim, słynnym z Mistrzostw Europy w wioślarstwie, wpaść do Galerii Malta, dokonać odpowiedniego zakupu ( w moich rękach pozostał sweter z dużym dekoltem i szalem w mocno kolorowe pasy ), wypić kawę w Maltance i pospoglądać na lokomotywę kolejki też Maltanka. Ciekawa mikstura? Nastrój podniesie się, gwarantuję! 

- A gdzie jest to uzdrawiające miejsce?

- Jak to? Nie wiecie? Jezioro Maltańskie jest obok Kościoła Św. Jana Jerozolimskiego za Murami!     

   

 

 

 

 

 

 

 

 

18:51, kocurkowata
Link Komentarze (14) »
sobota, 13 lutego 2010

Może sprawiam wrażenie pragmatycznej. Może. Prawdopodobnie odbierana jestem jako sucha finansistka, która nie potrafi hodować kwiatków. Prawdopodobnie. Wydaje mi się też, że nie zawsze jestem odpowiednio uczuciowa... i być może za mało ciepła... Ale jeśli nawet tak jest, to dlaczego płaczę oglądając "Taka miłość się nie zdarza"? I z jakiego powodu kocham takie oto piosenki??? A potem dlaczego je Wam z okazji Św. Walentego DE-DY-KU-JĘ!!!!???

BO NIE JEST ZE MNĄ JESZCZE TAK ŹLE!

Duuuużo miłości Wam życzę MOI KOCHANI!!!

19:20, kocurkowata
Link Komentarze (14) »
środa, 03 lutego 2010

Kocham odbierać świat poprzez zmysły, wszystko lubię poczuć, dotknąć, usłyszeć..., blisko, zapach pieczonego chleba z okolicznej piekarni, zapach porannej kawy, smak chrupiącej bułki dyniowej z jajkiem na śniadanie, dżem malinowy do herbaty, a nawet i kubek parującego mleka z kożuchem. To wszystko składa się na stan mojej szczęśliwości. Będąc w domu, około dwunastej w południe mogę usłyszeć ( jeśli mam rozszczelnione okna ) dzwon z pobliskiego kościoła i (tak jak dzisiaj) prawie równolegle w radio hejnał z Wieży Mariackiej - bo tylko tę falę odbiera radioodbiornik budowlańców. Czasami zza lasu dochodzi szum pociągów, jednak tylko przy dobrych wiatrach. Bardzo miłe dla mnie, o ile nie najmilsze:) są też hałasy - dowody pracy, dochodzące zza zamkniętych drzwi, akurat trwa gruntowanie ścian.

Środę wygospodarowałam sobie częściowo wolną przez co mogłam wybrać i kupić wkład kominkowy, podwieszaną miskę ustępową i drzwi do wc. Nie miałam w tym względzie specjalnych roszczeń, bo w końcu ma to być biuro, wydziwiać będę przy części mieszkalnej, ale wkład kominkowy kupiłam stosowny, full opcja, żeby mieć możliwość grzania przez 24 godziny, bo ważne jest żeby nie musieć, a móc...

Na mojej ulicy krajobraz przeistoczył się w górzysty z niewielkimi wąwozami na jeden co najwyżej poruszający się pojazd, przy czym góry przed moim płotem są najwyższe! O. sprawdził się jako tektonik, jeśli tak można powiedzieć, porządek zaprowadził, aż dwa miejsca postojowe wygospodarował i jeden wjazd do garażu, co jest sukcesem, bo inni ledwo jedno auto mieszczą:), a i o tę wygraną w osiedlowej rywalizacji przecież też chodzi;)! Na razie nie grozi lawinami, ale... !  I dzięki temu że O. wreszcie zajął się pracą "u podstaw" to i gruba kra między nami zaczęła nieco topnieć! Może nareszcie zaczynam przypuszczać, domyślać się o co mi chodzi, że o całkowitą pacyfikację O. najpewniej!:))) Taaak, a wtedy może rozkwitnę, jak ten żółty ( no, nieco wyschnięty, ale...) kwiatek, nawet na śniegu!;) 

 

14:01, kocurkowata
Link Komentarze (14) »