O autorze
Tagi
... wyobraźnia potrzebuje tęsknoty, wręcz karmi się tęsknotą ... W.Myśliwski - Traktat o łuskaniu fasoli
piątek, 31 grudnia 2010

Kochani, przełom roku nie ma dla mnie większego znaczenia ( uważam, że życie jest jednym sznurkiem pełnym nanizanych zdarzeń, lepszych czy gorszych ), co nie znaczy, że nocy sylwestrowej nie celebruję. Celebruję, choć w br. w maleńkiej grupie bo dorobiłam się zapalenia oskrzeli. Co oczywiście nie znaczy również, żebym nie miała oczekiwań. Mam i życzcie mi, żeby się spełniły:)

A dla Was Kochani ślę te najważniejsze - miłości, zdrowia, pomyślności...,

 

ale przede wszystkim:

 

 

Tagi: życzenia
10:27, kocurkowata
Link Komentarze (19) »
środa, 29 grudnia 2010

W zasadzie nie mam w pamięci (poza fragmentami dzieciństwa i młodości tzw. wczesnej) jakichś obrazów, za którymi tęsknię. Na pewno wspominam atmosferę tamtych Świąt, którą chłonęłam, bo chłonąć musiał każdy mały ludź. Dzieci lubią magię. Ale zupełnie nie mam sentymentu do miejsc w których bywałam, czy mieszkałam. To znaczy lubię niektóre, ale nie do tego stopnia, żeby chcieć do nich wrócić.

Bardziej interesuje mnie co mi los jeszcze może przynieść ( a może zabrać ) niż to co mi kiedyś dał( a może i wziął). Myślę sobie czasem, że jestem utkana głównie ze złych doświadczeń, i to one paradoksalnie dają mi siłę, myślę też, że nadal nastawiam się na doświadczanie i tych złych momentów i tych dobrych. Że wyglądam ich z równym zainteresowaniem. Nie boję się życia, ale coraz bardziej przeraża mnie niemoc. Nie tylko ta fizyczna, ale i duchowa. Niemoc i brak entuzjazmu, samotność wśród ludzi także. Że się spotykamy, niby rozmawiamy, ale kątem oka dostrzegam, że Ona ziewa. Raczej Ona, On mniej. Lubię tzw głebokie rozmowy. Ach jak bardzo je lubię! Zainteresowanie drugim człowiekiem, korytarzami jego myśli zwłaszcza, to coś bez czego nie mogłabym żyć. Pewien kolega po rozmowie ze mną ( tak mi się przynajmniej wydawało, że to była rozmowa) uznał, że zadawałam mu pytania jak podczas przesłuchania inkwizycyjnego;)) No cóż. Ta opinia bawi mnie do dziś, Jego raczej nie;) 

Życie musi być zbudowane na szkielecie z egoizmu. Altruizm prowadzi do nierównowagi. Według mnie zawsze. Dlaczego o tym piszę? Bo jestem z tych życiowo "niezrównoważonych";) co zaskakuje mnie każdego dnia. A poza tym? Denerwuję się, smucę, potem cieszę, w końcu przyjmuję to co mam, by znowu się zawahać...   

Niewątpliwie jest we mnie jedna bardzo ważna tęsknota. Za kobiecością według bardzo prostego scenariusza. Że oto jestem, używam wszystkich zmysłów, żyję, pracuję, posiadam zdolność do kochania, zainteresowania. Wady też mam. I jest On, któremu się jeszcze coś chce. Na przykład zaskoczyć mnie czymś pozytywnym. Wiedzą, zainteresowaniami, nowoczesnym poglądem, myślą jasną. Wtedy Go podziwiam. I może najważniejsze, że chce jeszcze coś dla mnie zbudować, albo chociaż w tym budowaniu wyręczyć.

ja mu na to pozwalam.

To chyba dużo chcę..., prawda?     

 

niedziela, 26 grudnia 2010

Parking przed domem opustoszał, dzięki temu za choinką rosnącą tuż przy furtce widzę piękny biały chodnik i równie ładną jezdnię. Co zrobić z tą wielką pryzmą śniegu? I co zrobić z furą jedzenia? Zjeść? Nie. Mam odruch wsteczny.

Bręczyciele są już w drodze do swoich domów, jeden właśnie dzwonił, że dojeżdżają do Warszawy, synowa dziękuje za "kupę śmiechu". Chyba ze mnie;) To fakt, że moi Bręczyciele największe dowcipy lubią robić ze swojej mamuśki;) Poczekam, to nic, będzie odwet!

W domu jest nareszcie cicho,  ręczniki kąpielowe się piorą, a pierwszą partię brudnych naczyń zamknęłam w zmywarce. Potem reszta. Pies pochrapuje, wreszcie może zająć się kompulsywnym spaniem przy kominku, a nie obślinianiem gości.

A ja wracam do poezji, reszta przecież jest ode mnie jest niezależna. "Bo w ogrodzie rośnie pnącze, w dzikim winie świat się plącze, bo w ogrodzie dzikie wino, kto je tutaj siał?"  

 

"w zaciętości wpadam gąszcz i buszując w pnączu zrywam wszystko z drzwi i ze ściany:) "

Pozdrowienia poświąteczne dla tych co przeżyli;) 

środa, 22 grudnia 2010

Przed chwilą powyciągałam z zamrażalnika nagromadzone wcześniej cięlęciny, gęsiny, kaczyny i świńskie jadło też i zaczęłam przeliczać ile kilogramów każdy z nas musiałby zjeść, żeby nic nie zostało na "po świętach". Dużo. Ja nastawiam się na karpia, rzeczywiście staram się go nie kupować cały rok żeby na stole wigilijnym był rarytasem. Zawsze pod koniec smażenia wrzucam na patelnię kilka gronek zielonego winogrona, ma wtedy bardzo fajny smak. Do tego maślane kulki z limonką i voila! Drugim moim wigilijnym smakołykiem jest zupa borowikowa, gęsta, zawiesista, na śmietanie kremówce, mniam, mniam. A potem ( leczniczo) cały czas piję kompot z suszu i wybieram z niego suszone gruszki, nikt nie ma prawa zrobić tego przede mną, ale przyznam szczerze, że konkurentów nie mam. Na stole będzie jeszcze kilka innych potraw w zasadzie tylko dla tradycji, makiełki się nie zjadają, kapusta z grzybami trochę tak, a reszta wpada na drugi dzień do bigosu, zupy rybnej nikt nie próbuje, więc pies może się nią najeść do syta. Z ciast piekę makowce, polecam przepis www.mojewypieki.blox.pl  - robiłam w ubiegłym roku i były przepyszne. I sernik z polewą chałwową. 

W tym roku Wigilię spędzamy w trójkę, a od pierwszego święta w szóstkę. Cieszę się, ale też mam mieszane uczucia. Mój dom jest tam gdzie jestem, moje Święta są tam gdzie mnie poniesie. Myślę, że w przyszłym roku spędzę je poza domem, gdzieś, gdzie biało. Albo gdzie zielono... - finansowo na jedno wyjdzie;)a rodziny całej i tak na Wigilę nie zbiorę. Takie czasy:)  

 

Kochani, życzę Wam, aby te Święta się udały, żeby nie rozczarowały. A poza tym tradycyjnie dużo miłości, przyjemności i czułości!!! 

 

16:27, kocurkowata
Link Komentarze (13) »
niedziela, 19 grudnia 2010

Życzenia blogowych przyjaciół są dla mnie rozkazem! Za wyjątkiem sugestii Dew:), fragmenty erotyczne wyrwane z całości zazwyczaj tracą wymiar:) Wklejam początki ( dosłownie ) moich książeczek. Pierwsza ( co nie znaczy, że wcześniej pisana ) nie ma jeszcze tytułu, albo ma ich kilka i nie mogę się na razie na żaden zdecydować, zresztą jeszcze z miesiąc nad nią popracuję.

Oto fragment: 

 "Jestem zaledwie małym akapitem w opowieści o byle jakim życiu, właściwie nikim szczególnym. Jednak postawiłam przed sobą wyjątkowe zadanie - jadę odzyskać swój dom. Wracam, bo chcę w końcu wyjść poza granice świata opowiedzianego samej sobie, pełnego kłamstw, namiastek, ale też iluzji i ucieczek, wypełnionego miejscami, gdzie ukrywałam się przed wszystkim, co budziło mój strach. Przed samą sobą też. Czeka mnie bitwa o tożsamość, bo straciłam Juliana, bo nie mogę wiecznie uciekać. Bo… dla niego warto podjąć wyzwanie.

W tym cholernym mieście nie pozostał mi już nikt bliski, tylko Oni.

Tych dwoje.

Czy coś osiągnę? Nie wiem, ale spróbuję, odwrócę kolejną kartkę. Już się tak bardzo nie boję..."

 

A druga ( co znowu nie znaczy, że później pisana) to "Złocista Dolina" i można powiedzieć, że jest od roku skończona. A przynajmniej mam nadzieję nad nią  już więcej nie pracować. Tak przy okazji, pisarskim marketingiem zajmę się gdy skończone będą obie:).  

 

"Ależ to czardasz! Dźwięk skrzypiec fruwał po zakamarkach Starego Rynku. Kasia zapragnęła tańczyć. Teraz, tutaj, w centrum wielkiego miasta. Zdjęła granatowy żakiet, zarzucony do tej pory niedbale na ramiona, powiesiła na eleganckiej, lakierowanej torebce. Zaśniedziałe bransolety po babci pobrzękiwały rytmicznie, dwa palce strzelały rytm, a długie, szczupłe nogi w granatowych czółenkach wystukiwały obcasem na bruku skoczną węgierską melodię.

- Jo mulatast! - przypomniała sobie z madziarskich wojaży. Miłej zabawy - wyrażały już po polsku jej oczy, teraz uśmiechnięte i pełne ognia.

Grajek siedzący w bramie jednej z kamieniczek spoglądał spod kapelusza, jak wyprostowana sylwetka tancerki rwie się do tańca. Jak coraz śmielej ulega melodii znad Balatonu.

Był początek weekendu. Kasia wracała po pracy do domu tanecznym krokiem. Czekała ją znakomita perspektywa. Zaległy urlop. Luz, spokój, wyciszenie, wolność! Dwa tygodnie bez firmy! Od dawna planowała wyjazd do Dory, do Frankfurtu nad Menem. Autobus rejsowy jedzie kilkanaście godzin, będzie miała sporo czasu, żeby przemyśleć, co dalej. Wprawdzie w sobotę rano jeszcze musiałaby zajrzeć na chwilę do banku, zakończyć dwa projekty kredytowe. Ale potem wreszcie nastąpi pełna rekonwalescencja!"

Możecie nie pozostawić suchej nitki;))), a nawet wolałabym...  

 

środa, 15 grudnia 2010

Znowu zamarudziłam, sorry, ale szarpie mną autentyczna potrzeba pisania mojej powieści, czyli mam wenę, jakąś dziką zachłanność, żeby teraz natychmiast przenieść na papier coś, co tworzy moja rozedrgana dusza. I to "coś" wymaga formy dłuższej i bardziej sfabularyzowanej niż blogowe notki.

Tej zimy spłynął na mnie ten rodzaj pożądania żeby solidnie polać życie, o którym snuję opowieść, ciepłą i aromatyczną polewą ludzkich emocji. Nie chochlą, słowem, najpiękniejszym jakie znam. Jak narkomanka otwieram kompa, błyskawicznie rozprawiam się z robótkami dzięki którym mogę dobrze i spokojnie żyć, a potem otwieram ukochany plik. I piszę, piszę, piszę. Już dawno nie miałam tak dzikiej przyjemności ze ślęczenia przed komputerem kilkanaście godzin na dobę. W swojej książce topię  wszystkie emocje, rozedrgania, potrzeby. Tak, potrzeby jak najbardziej... też. Ale najbardziej podoba mi się, że mogę według własnego upodobania obarczać bohaterów dylematami. 

A potem, zdumiona i zmęczona reflektuję się, że jest zima, że na choince za oknem przy moim biurku leżą wielkie śnieżne pierzyny, mi jest ciepło, a nawet gorąco. Jest późno. Mimo to zamykam laptopa dopiero gdy wiem, że kolejna scena erotyczna w mojej kochanej powieści poruszyła mnie;))) Że jest dobrze bo nawet powieściowy kochanek zrekompensował wszelkie niedogodności i zaskoczył mnie pozytywami:))) mimo negatywów. Za co wspaniałomyślnie obdarzam go intelektem:))) 

Że intelektualność i pozytywne seksualne nastawienie w jednej męskiej postaci się wykluczają...?;))

Ależ to tylko powieść!  

 

Miłych snów:) Jutro pobiegam po domkach moich kochanych Blogowiczów:) - mam spore zaległości!!!! 

20:53, kocurkowata
Link Komentarze (24) »