O autorze
Tagi
... wyobraźnia potrzebuje tęsknoty, wręcz karmi się tęsknotą ... W.Myśliwski - Traktat o łuskaniu fasoli
czwartek, 31 maja 2012

       Agnieszkę Lingas-Łoniewską poznałam najpierw wirtualnie, a niedawno (przy okazji jej spotkania autorskiego w moim mieście) miałam przyjemność poznać osobiście i poprosić o wpis na moim egzemplarzu "Szóstego" - jej autorstwa.

Wydawnictwo "Replika" 2012

Początek powieści Agnieszki Lingas-Łoniewskiej pt "Szósty" zapowiada się jak kolejny dzień na modnej i słonecznej plaży. 

Inspektora Marcina Langera zastajemy u boku pięknej modelki, córki majętnego tatusia. Do grupy ŚGŚ, jednostki do zadań specjalnych ścigającej seryjnego mordercę, Autorka przydziela piękną panią psycholog, Alicję Szymczak. Stawka została podbita - jest ona i on. Zapowiada się i seks i kryminał, bowiem inspektor Marcin Langer, spiritus movens, spec grupy policji, kieruje się w pracy nie tylko pragmatyką służbową.  Z tego "co teraz", z tego "co kiedyś", a także z "tego co będzie" tworzy się rama powieści. 

Oto mamy doświadczenie okrucieństwa, pokrętnych wyjaśnień i zła, ale na drugim biegunie przyjaźń, zaufanie, zrozumienie i miłość. Zamysł pisarski zyskuje barwę i soczystość realności. Ekscytujący opis miłości "od pierwszego wejrzenia" ma za zadanie, jak sądzę, nie tyle pobudzić zmysły czytelników, co oczywiście czyni, ale wskazać na okoliczności losów i uczuć bohaterów. Autorka wykorzystuje w powieści pewne schematy by nadać im nowe znaczenia. Czytając powieść kryminalną spodziewamy się, że jeżeli w pierwszym akcie wisi strzelba na ścianie, to na pewno wypali w ostatnim, o ile to jest dobry kryminał. A "Szósty" niewątpliwie taki jest. Rolę strzelby gra tu obietnica, nie jakaś konkretna w stylu "jutro kupię ci pierścionek", ale intrygująca, inna, nieraz w domyśle. Autorka ujawnia grę różnych obietnic. Pomiędzy braćmi, gdy jeden obiecuje drugiemu, że nie wejdzie na złą drogę. Pomiędzy kochankami, że zachowania nie są grą, a spełniają miłość.

Ale są też przerażające przyrzeczenia - jak to, które składa jeden z bohaterów sam sobie - by być z zgodzie ze swoją "religią".   

     W powieści "Szósty" Agnieszka Lingas-Łoniewska mówi o przeznaczeniu, o losie i pokazuje jak przędzie się nić zależności pomiędzy obietnicami. Ukazanie ich gry wytwarza thriller. Napięcie nie znika nawet w ostatniej scenie, również za sprawą obietnicy. Tym jednak razem zawartej w prawie.

"Szósty" - "(...)Jest bogiem. Swojej własnej religii."

     Zachęcam do przeczytania:) 

   

wtorek, 29 maja 2012

"Gibraltar, Gibraltar,
skała, na której stoję.
Obyś był na zawsze wolny,
Gibraltarze, moja ziemio."

Tak naprawdę na skale, o której mówi hymn Gibraltaru, niewiele osób mieszka, natomiast wielu stoi. Jest bowiem miejscem wędrówek turystów, wędrówek raczej zmotoryzowanych w formie. Podjeżdża się nań busami z kierownicą po właściwej stronie, ale nie zawsze właciwej dla nas.  

Nigdy nic mnie do tego miejsca nie przyciągało. Ot, nasz Sikorski, niewyjaśniona katastrofa lotnicza, cypel wysunięty na południe Europy, terytorium brytyjskie, ale Hiszpanie tak wolą. I cóż tam można zobaczyć, myślałam. Przeżyć cóż? W życiu przecież nie o pieniądze idzie, a o te przeżycia właśnie. Prawda?:)  

Ano wjeżdzając na skałę można było zobaczyć latarnię morską i piękny widok na cieśninę Gibraltarską, Afrykę było dobrze widać...,też. Na samej górze skały zaś olbrzymią jaskinię (Wrota Królowej). Ale przede wszystkim przebojem były małpki gibraltarskie (magoty) zamieszkujące skałę od bardzo dawna, zaprzyjaźnione (no, jest to przyjaźń dość chropowata) z turystami. Nie reguluje jej ze strony małp ani dobry obyczaj, ani żaden kodeks postępowania. Jak to wśród małp bywa:), chyba..., ich prawa dżungli. Turysto, jeśli masz na wierzchu jedzenie, wiedz, że już go nie masz!:) Turysto, jesteś żywicielem i tylko nim, nie sil się zatem na pieszczoty:)- jeśli nie masz jedzenia, powtarzam, nie sil się!

Niepogłaskani przez małpy zjechaliśmy na dół, na Main Street oczywiście, gdzie było wszystko pożądane przez każdego turystę. Na początek toaleta:), potem tablica upamiętniająca Sikorskiego w kościele, do skrzydła było daleko i stoi słabo wyeksponowane na terenie wojskowym, tak mówiono, zrezygnowaliśmy. 

Na kolejnych przyjemnościach zszedł czas pozostały. Main Street jest bardzo długa i ma wiele markowych i bezcłowych odnóg z ladami i wieszakami, niepustymi oczywiście. Kapelusz na lato, takiego nie widziałam u nas, bluzka jedna i druga, może sandałki, alkohole to nic, że drogie, takich nie ma u nas. Perfumy, niestety był szabas i wiele perfumerii było zamkniętych. Ale jedna otwarta:)... Angel i Alien Thierry Mugler, Mademoiselle Coco Chanel, czy Kenzo jakikolwiek, wszystkie są boskie. I pachną, pachną, jeszcze jedno psiknięcie, może wreszcie się zdecyduję, boska woń, to jeszcze tamten flakon, sama nie wiem, aż się w końcu zapachy pomieszały. Ożesz. A może w ogóle popełnić zwrot akcji i powąchać Calvina Klaina, nie jego osobiście, rzecz jasna. Taki jest tani, nie on oczywiście, że wykonując handlowy ruch z nim w roli transakcyjnej jeszcze by można było nabyć Malagę, jest bardzo charakterystyczna dla Hiszpanii. Ups to nie Hiszpania, ale to nic.

Malaga plus Euphoria Calvina Kleina - bo w końcu byłam w euforii. Angela i Aliena kupię sobie w Polsce, za tantiemy, może kiedyś...:) Chyba, że się odmyślę... 

Koniec przyjemności. Miło było. Jeszcze tylko przejazd w poprzek pasa startowego gibraltarskiego lotniska, loteria? Ufff, udało się.

Do widzenia Gibraltarze, do zobaczenia kiedyś, może...?!

       

 

wtorek, 22 maja 2012

Zasugerowała mi moja blogowa i jednocześnie literacka ( choć nieraz bardzo względem mnie krytyczna :)) Przyjaciółka bym spisała swoje wrażenia ze spotkań literackich, biorąc pod uwagę własny punkt siedzenia, czy stania:) - a ja uznałam, że owszem, czemu nie - może niejedną i niejednego z Was tym zainteresuję.  

Jak wiecie, przebywałam trochę w Szczawnie Zdrój. I tam właśnie odbyła się premiera i jednocześnie próba generalna spotkania, gdzie od początku do końca kreowałam owo wydarzenie, no, może z wyjątkiem zapowiedzi i przywitania, bo to uczynił szef Ośrodka. W ogóle do spotkania doszło dzięki uprzejmości Dyrektora Sanatorium AZALIA - Edwarda Sak i reprezentującej Dział Marketingu - Karoliny Błaszkiewicz.
 
Goście dopisali mimo, że pogoda była niezła, ładnie zachodziło majowe słońce, zaczynał się wieczorek taneczny w pobliskim Domu Zdrojowym, a nawet Pijalnia Wód była jeszcze czynna. Ja też dopisałam, bo jednak byłam przygotowana do samodzielnego moderowania spotkania, chociaż jestem introwertykiem, a wiadomo od zawsze, że takowym o sobie publicznie mówi się źle. No chyba, że..., ale tam nie było "chyba, że", wiadomo, sanatorium, NFZ, te rzeczy, czyli abstynencja. Jakoś nikt nie zasnął podczas mojej opowieści, a nawet mam wrażenie, że zainteresowałam swoich gości, jak się potem okazało, na różny sposób. Jedna z obecnych Pań zdradziła mi na końcu, że nie potrafiła się skupić, że cały czas patrzyła na mój biust. Hmmm, było to nawet zabawne. Trochę trzeba pożartować, nie ma możliwości życia spędzić bez dowcipu, nawet niechby z samej siebie:).

Generalnie było sporo zapytań z sali, niektóre o całokształt, inne o powieści, jeszcze inne o finanse, i te były najdociekliwsze:). Kilka z nich spamiętałam.  

Czy "Nagie myśli" są powieścią feministyczną? Musiałam się mocno zastanowić. Bo w jakiejś części tak, owszem. Ale jednak Elżbiecie rękę podał mężczyzna...

Dlaczego bohaterka "Nagich myśli" tak długo znosiła i tolerowała swoją pazerną i prymitywną rodzinę? Bo tak obarczyła się obowiązkami względem bliskich, i względem siebie, że każdy ruch mógł naruszyć porządek jaki, w swoim mniemaniu, w tym nieporządku posiadła.

Ile na jednym egzemplarzu zarabia pisarz? No cóż, kwota jaką wymieniłam, nie wzbudziła w nikim szacunku, ale gdy pomnożyliśmy ją o pożądaną liczbę sprzedanych egzemplarzy:) ( M. Kalicińska i K.Grochola sprzedają po przeszło 150.000 egz.) - już tak. Owszem, wtedy owa kwota zrobiła wrażenie.

Jak udaje mi się łączyć dwie tak różne profesje? Finanse i pisanie powieści - gwoli wyjaśnienia. Bo mają wiele wspólnego - jedna i druga wymagają sporej wyobraźni.:)

Jak radziłam sobie z językiem polskim w szkole? No cóż, pożałowałam, że nie miałam piątki na świadectwie maturalnym. Dzisiaj już wiem, że, w razie czego:) należy się dobrze uczyć i dbać o oceny:).

Jaki rodzina ma stosunek do mojego pisania. Co na romanse w moich powieściach mówi mąż? Mąż jest moim pierwszym czytelnikiem i kto wie jak wyglądałyby owe książkowe romanse, gdyby moich powieści nie czytał.., czy byłyby bardziej pikantne?:)

Dlaczego przyjaciółki ze "Złocistej Doliny" nie rozstały się na zawsze? Czy przyjaźń może sprawiać aż tyle przykrości i wywoływać gorycz? Może. Takie jest życie. Nie każdy i nie zawsze preferuje definitywne rozstania, związki przyjacielskie można tworzyć, szukać kompromisów, nie żegnać się na zawsze. Pożegnanie na zawsze jest, w mojej ocenie, tylko jedno - a i tak nie jestem tego pewna.           

Spotkanie trwało przeszło półtorej godziny i mi było bardzo miło, że (jak wspominali goście) było ciekawie.

A oto kilka zdjęć zrobionych ręką sanatoryjnego kolegi.   

 

 

 

 

 

 

piątek, 18 maja 2012

Kochani Czytelnicy - zapraszam bardzo serdecznie na spotkanie autorskie, które odbędzie się w poniedziałek 21 maja o godzinie 19.00 w Księgarni "Między Słowami" w Poznaniu na ul. Newtona 14. Dla mniej znających Poznań:) dodam, że Księgarnia mieści się na Os. Kopernika w pawilonie na 1 piętrze. ZAPRASZAM!:)   

 

sobota, 12 maja 2012

Czy zsyłka? Tak myślałam gdy dostałam skierowanie (korzystam z opcji sanatoryjnej bo płacę duże składki zdrwotne:)) do Szczawna Zdrój. Od dawna biedny rejon wałbrzyski, obecnie jeszcze bardziej dotknięty biedą, bo zamknęli wszystkie kopalnie, a fabryki porcelany są w stanie agonalnym. To jak ma tutaj być mi dobrze? Na pewno przełoży się to na jakość zabiegów i w ogóle. Chciałam koniecznie zmienić miejsce, ale "przekupili" mnie pokojem jednoosobowym i machnęłam ręką. To było ważne bowiem coraz bardziej cenię sobie samotność, a mieszkając w kilka osób (przypadkowych) siłą rzeczy trzeba uczestniczyć w rozmowach o eciach i peciach. A może i gorzej.   

Minęły dwa tygodnie odkąd tutaj jestem i mogę powiedzieć, że jestem zadowolona. Że pobyt w Szczawnie Zdrój nie jest zsyłką. Mam tutaj wszystko co lubię: święty spokój, zieleń i kwiecistość, sporo tras pieszych, rozrywki:), dobrą wodę "ilesięchce" w Pijalni oraz koncerty w przepięknym Teatrze Zdrojowym - dawno nie widziałam tak ładnego miejsca.   

Poza tym jest to dobre miejsce dla wypadów w inne równie ciekawe rejony, ale o tym być może napiszę potem:)    

I jeszcze - dobrze się tutaj czyta i równie dobrze się pisze:) 

 

 

 

 

 A czy sądzicie, że tęcza sfotografowana w Parku Szwedzkim to dobry znak?

 

poniedziałek, 07 maja 2012

Dzisiaj będę recenzentką - każdy kiedyś zaczynał, każdy zdolność jakąś ma!:)  

 

mimo_wszystko_wiktoria_replika.jpg

 

Ostatnie zdanie powieści Renaty Kosin "Mimo wszystko Wiktoria" jest  doskonałą symetrią tytułu. Niespodziewana pointa sugeruje aby w inny sposób podejść do powieści, na okładce której kobieta ubrana w czerwoną sukienkę w grochy  przesypuje cukier przez sito, zaś z tyłu przy stoliku stoi dziewczynka, która być może też nabędzie tę umiejętność. Być może nie jest to tylko opowieść o czterech przyjaciółkach i ich perypetiach. Więzi pokrewieństwa też nie są tak ważne. To dyskusja pomiędzy światami kobiet "barwnych fatałaszków, perfumów, bywań tu i tam" a kobiet, które uważają, że "poza fatałaszkami, bywaniem etc" rozgrywa się coś o wiele ważniejszego niż tylko "ach i och" cielesności. Rozgrywa się walka o szczęście. "Mężczyzna nie powienien być dla kobiety jedynym wyznacznikiem szczęścia, ani tym bardziej ostatecznym celem, ale jednym ze środków w dążeniu do tego celu" - mówi Michalina.    

Kim jest Filip Orecki - bywalec Domu Otwartego dla Pań prowadzonego przez Zuzannę? Filozofem. Stylistą. Bywałym i uznanym w świecie. To mężczyzna, który wśród sztandarów ma postulat otwartości, umowy, uznania - tak właśnie ujął istotę kobiety w swojej książce wydanej po angielsku. "Odeszliśmy od świata tradycyjnych agresywnych ról  w którym On łowi i przyciąga do jaskini mamuta, zaś Ona tę "dziczyznę" smacznie ugotuje?" Czy tak jest?

"Mężczyzna ma w swoich szufladkach dokładnie to co tam wcześniej powrzucał. Rzadko coś do nich jeszcze dokłada lub z nich wyjmuje. Tylko wtedy gdy naprawdę musi, bo nie lubi się zmieniać. Kobieta zwykle też do tego dąży, jednak niestety jest to dla niej niewykonalne. Mimo, że bez przerwy stara się wszystko uporządkować, ciągle coś się wysypuje, wpada do innych szuflad, albo ktoś jej coś do tych szuflad wtyka wbrew jej woli czy przekłada z jednej do drugiej. Kobieta radzi sobie jak może. Wytrwale segreguje ich zawartość i odkłada na miejsce, ale czasem przychodzi kryzys" - w ten oto sposób "porządek świata" widzi, czy raczej definiuje, Filip Orecki.      

Autorka z dbałością o każdy szczegół garderoby, bycia, nastrój chwili nasyca powieść narracją o symetrii świata, o utrwalaniu się umów jako realizacji otwartości. O tym jak trudno przyznać się do pewnych uczuć, jak trudno mówić o nich prawdę Renata Kosin tylko sygnalizuje. Uczucia, ich barwa i temperatura są szansą dla bohaterek, jaką stwarza im świat. Ale czy kultura  takimi je pragnie? Czy bohaterki powieści Renaty Kosin są takimi jakimi chcą być? Czy przeciwnie, są kobietami z okładek?

To powieść o delikatnym i stanowczym szukaniu szczęścia, o przyjaźni twórczych kobiet obarczonych obowiązkami i kłopotami. Odebrałam ją ciepło, a znalazłam to co lubię - pogodne i refleksyjne sceny, przyjaźń i filozoficzne dyskusje. 

Bohaterki, mimo iż utkane jak najdelikatniejsza koronka, są wyraziste i zdecydowane. Zatem "Mimo wszystko Wiktoria"!

 

Powieść otrzymałam od Wydawnictwa Replika, któremu pięknie dziękuję!:)    

niedziela, 06 maja 2012

Stanęłam, a nawet się poruszałam, jednak z trudem - zmęczona upałem, tłumem i długim siedzeniem w autokarze.

Do Pragi ciągnęło mnie już kilka dobrych lat. Bywałam tam dwa razy, ale dawno temu. Toteż, gdy przywiodło mnie (z powodów zdrowotnych) do Szczawna Zdrój, od razu wynalazłam wycieczkę do Złotego Miasta, do którego ściągają tłumy turystów, a najwięcej z nich szczyci się narodowością polską. Tak przy okazji - ciekawe dlaczego Czesi tak tłumnie nie zwiedzają Warszawy? Bo ma mniej zabytków, brzmi odpowiedź. No tak, ma mniej. Bo miasto było zbombardowane, praktycznie zrównane z ziemią, czego nie można powiedzieć o Pradze.

Niemniej, warto się przeciskać, zmęczyć, ciągle wypatrywać czerwonej czapeczki przewodnika i obejrzeć to skądinąd bardzo ładne miasto. 

 

 

 

Niewątpliwie warto też odwiedzić czeską knajpkę, nie udało mi się wprawdzie dotrzeć ani do "U Kalicha", ani też do piwowara "U Fleku", niemniej ichniejszy smażony "syr" zjadłam i cerne piwo Kozel wypiłam. Po czym zagryzłam ichniejszą czekoladą Studencką i Lentilkami i udałam się obejrzeć zmianę warty na Hradczanach.

Długo myślałam, że się z chęci ponownego zawitania do Pragi wyleczyłam, ale po kilku dniach wiem, że to nie było osteteczne ahoj. Że może jesienią, że nocą... :) I bardzo dobrze, bo ponoć bywa tam czasem mniej tłoczno.

Zresztą, popatrzcie sami. Warto wrócić?   

 

09:31, kocurkowata
Link Komentarze (8) »