O autorze
Tagi
... wyobraźnia potrzebuje tęsknoty, wręcz karmi się tęsknotą ... W.Myśliwski - Traktat o łuskaniu fasoli
piątek, 25 czerwca 2010

Gdy przypominam sobie jaką byłam pesymistką, gdy Coach pchał mnie w stronę remontów i wykończenia domu, uśmiecham się tylko. Czarne wizje plus poczucie, że rozbudowa i jednocześnie remont konieczny w starej części domu, to wszystko razem przerosło mnie i przytłoczyło do ziemi jak stukilogramowy głaz polodowcowy - te powody, między innymi, sprawiły, że się u niego znalazłam. Miałam mnóstwo wątpliwości, chciałam sprzedać posiadłość, niechby nawet za niewielkie pieniądze i żyć chwilą bieżącą. Zwiedzać, odwiedzać, odpoczywać, leniuchować, rozpieszczać samą siebie.

Ale jednak, mimo przerażenia sprzed kilku miesięcy, dzisiaj wiem, że mój pesymizm i niepewność były podszyte wielkim optymizmem. I ogromną odwagą.

Niby niemożliwe. A jednak!  

Roboty ciurkają ( jak mówi moja koleżanka z południa Polski ), pieniądz uchodzi wartkim strumieniem. Żeby remont kapitalny dwóch pokoi ( włącznie z wymianą wszystkich urządzeń i instalacji ) miał sens musi być postawiona kropka nad pierwszym "i". Drugie wejście. 

Od dwóch dni znowu żyję pod folią i za płytą kartonowo gipsową, podpartą dwoma deskami. Pies ma zajęcie, biega od drzwi do wybitego otworu i popisuje się  profesjonalnym stróżowaniem. A dzisiaj schodziarze deskują konstrukcję. Zejście z ostatniego stopnia zagradza sześciometrowa choinka, bo pozwolenie na wycięcie dostaniemy ( albo i nie) za półtora miesiąca. To jest biznes. Drzewo posadzone we własnym ogrodzie, kupione za własne pieniądze i podlewane własną wodą, z mety staje sie własnością Skarbu Miasta czy Państwa. To się wywłaszczeniem chyba nazywa.

A Miasto to nieruchawy majestat, któremu nie może się chcieć wydać zgodę na wycinkę szybciej niż za dwa miesiące. Bo nie. Jakieś uproszczenia dla przedsiębiorców i drobnych petentów ponoć ostatnio stworzono... Ktoś się tym nawet szczycił...  

Jest pewien plus - na wybory pójdę w zeskokach, tędy bliżej.  

 W sumie, nawet jakby więcej świeżego powietrza w domu było...

Poza tym, mocowaniu płyty przyglądał się, tak jakby, zza szybki telewizora pewien Rzecznik. Nie. Nic nie powiedział na temat remontu, ale nie wyglądał na niezadowolonego...;))) 

13:54, kocurkowata
Link Komentarze (6) »
sobota, 19 czerwca 2010

Co daje prawdziwą wolność? Może to być leniwy, niczym niezakłócony spacer myśli? Że można robić co się chce bo nikt nie ogranicza. Tym samym możliwe się staje, że pół dnia zachwycam się rododendronami i bardzo owocującą tego roku czereśnią, zrywam owoce, dryluję, potem cała jestem w czereśniowym soku. W końcu wrzucam purpurowy owoc do garnka, dodaję sok z cytryny i smażę konfiturę. Nocą zaś aż do świtu chłonę "Arcydzieło" Mirandy Glover, po czym następnego dnia migiem przenoszę się z Londynu na "Wzgórza Toskanii" razem z Ferencem Mate. Tak wygląda wolność? A może pełną swobodę czuję gdy cisza usypia emocje, jest spokojnie, słonecznie, obok mojego leżaka chrapie pies, a ptaki śpiewają swoje mormorando na kilka głosów ze sceny jaką tworzą drzewa w tyle mojego ogrodu... A może jestem wolna, kiedy nie ogranicza mnie finansowa bieda... Bądź brak sukcesów. Albo samotność. Bądź brak emocji.  

A może czas limituje wszystko? Nieskończony. Dobrze wykorzystany. Na full. Dla siebie? Dla innych?

A może definicję uchwycił Grechuta: "bo wolność - to wśród mądrych ludzi żyć, widzieć dobroć w oczach ich i szczęście. Wolność - to wśród życia gór i chmur, poprzez każdy bór i mur znać przejście"

Tak sobie czasem siadam i myślę. Jest średnio ciepło, poprzez liście leniwie muskają mnie popołudniowe promienie słoneczne, czasem po niebie przepłynie niewielka deszczowa chmura. Zaraz za patio zakwitła pnąca pąsowa róża, pachnie dzikim bzem. Po deszczu zawsze snują się w powietrzu aromatyczne zapachy. Mam trochę więcej czasu. Nie martwię się, że remonty się przecież nadal toczą i prawdopodobnie nie zdążę przed zimą, ani też nie sfinansuję nowych urządzeń grzewczych. Może uda się dom ocieplić...

Jestem wolna?   

 

 

 

 

 

Tagi: Zacisze
16:41, kocurkowata
Link Komentarze (17) »
poniedziałek, 07 czerwca 2010

Poznański Stary Rynek jest najpiękniejszym rynkiem w Polsce. Znam wszystkie, ale zdania nie zmienię. I nie jest to lokalny patrotyzm. Kamieniczki są bajecznie kolorowe, nie wspomnę o Ratuszu, knajpy ( w tym roku wiele z nich zmieniło szyld z powodu słabej koniunktury zimą i wczesną wiosną) świetnie przyozdobione. Bruk nierówny:) Co roku nie mogę się doczekać, kiedy otworzą się ogródki letnie, a już każda dodatkowa impreza na rynku sprawia, że robi się tam ciasno, gwarno, kolorowo, muzycznie - czyli swojsko!  Tak właśnie było wczoraj!  

Od soboty odbywa się tam coroczny Jarmark Świętojański. Ale jakiś kryzysowy jakby. Niestety. Nie ma wielu straganów, chciałam kupić ciekawą ozdobę do czarnej lnianej kiecki, ale nie było tam nic ponad to co mogę kupić w sklepiku za rogiem. Dominowały starocie, ale też dużo drożej niż na Allegro, jedzenie, ale w zasadzie takie samo jak podczas każdej dużej imprezy. Pieczywo, jednak w niejednej piekarni mam to samo codziennie. Oscypki, takie jak u Górali ulicę dalej. Ech. Trochę bzdecików. Nic takiego. Zawiodłam się.

Nie pozostało nic innego jak usiąść w knajpce, zamówić półmisek do piwa i piwo:) i delektować się nie tylko urodą poznańskiego Starego Rynku.

Wiem za to coś bardzo ważnego. Że coraz lepiej potrafię uszczęśliwić się wolnym, leniwie płynącym czasem:)

 

 

 

 

Tagi: imprezy
17:01, kocurkowata
Link Komentarze (29) »
piątek, 04 czerwca 2010

"Katarzyna Grochola chwali się w tygodniku Gwiazdy, że swoim udziałem w Tańcu z gwiazdami wywołała prawdziwą rewolucję obyczajową u kobiet dojrzałych".

To przeczytałam gdzieś w necie.

O matko! Od kiedy zwykła autopromocja, do tego jeszcze pewnie dobrze płatna, może być aż taką dobroczynnością?! W zasadzie odebrałam to jako pogardę lukrowanego medialnego światka do kobiet dojrzałych spoza. Poczułam się zagubioną biedną kobieciną, w ponurym świecie bez użycia zmysłów wszelakich, tym samym bez seksu i erotyki. Kurdę, czuję się dojrzała, a czasem nawet bardzo:), ale poza lękiem przed nieuniknioną przecież, coraz bliższą śmiercią, nie mam znaczących obaw i kompleksów. Teraz mam dopiero czas i nawet jakieś niewielkie pieniądze, żeby realizować cele i smaki swojego życia. I żyję. I smakuję. Wprawdzie nie zatańczę rumby, ani samby jak Foremniak, ale się staram. Nie mam też cery jak Górniak, ale od czego jest kwas hialurinowy, szkoda jednak, że coraz więcej ampułek potrzeba. Wprawdzie nie mam figury jak Doda, ale pływam, ostatnio nawet na rowerku więcej jeżdżę i polubiłam w końcu moje krągłości!:)   

Rozejrzałam się też wokół, gdzie widzę prawie wyłącznie czynne, mądre, dowcipne i piękne rówieśniczki... Pachnące. Rozmawiamy o swojej seksualności, o swoim "być", o swoim "czuć". Dla kogo ta rewolucja?    

Moich "rejonów" na pewno rewolucjonizować nie trzeba. 

... No może poza tym, że czasem jednak muszę zaprotestować:

- Kochanie, nie wyjadaj mi z apteczki estrogenów!

13:25, kocurkowata
Link Komentarze (8) »