O autorze
Tagi
... wyobraźnia potrzebuje tęsknoty, wręcz karmi się tęsknotą ... W.Myśliwski - Traktat o łuskaniu fasoli
czwartek, 22 września 2011

Zawsze je lubiłam, mimo, że jako siedmioletni szkrab, chcąc wyjrzeć oknem kuchennym w domu rodziców, spadając uderzyłam buzią o parapet i wyszczerbiłam świeżo wyrosłą stałą jedynkę. Lubiłam z ulicy podpatrywać i wyobrażać sobie co i kto się "tam" (za szybą) kryje. Szczególnie wspominam spacery z koleżankami o zmroku i (o zgrozo) podpatrywanie jak rodziny siadają do kolacji, jak siedzą i rozmawiają. Nawet wymyślałyśmy, o czym.

Podróżując zwożę wiele zdjęć okien. Przy czym bardziej mi chodzi o to jak są ustrojone. Przeważają zasłonięte. Czy to okiennicami zza których dochodzą szmery życia, dźwięk układanych na stole talerzy, sztućców. I rozmowy. Czy zasłonięte bywają misternymi rękodziełami hafciarek. Albo doniczkami z kwiatkami różnej maści.

Ja myślę, że mnie można doskonale z ulicy wieczorem podglądać. Nie lubię zasłon, firan, a rolet używam nieczęsto. Jedyną osłonę stanowią krzaki, które za dnia koją oczy i rozpraszają światło. A nocą, gdy na nie popatrzę, sprawiają, że czuję się nieswojo. Toteż po zmroku zbyt często na nie nie spoglądam:)   

Hmmm, dziś świata już nie ogląda się z okna, ja też już nie oglądam w ten sposób. Ani nie podglądam. Dzisiaj moim oknem stał się komputer. Szkoda tylko, że nie mogę na nim postawić kwiatka:)- i załóżmy hipotetycznie, że byłby to fiołek alpejski:)

 

 

 

 

 

 

 

 

czwartek, 15 września 2011

Ja Pani wytłumaczę, że Czacz, Czacz to ja...

Bardzo lubię ogrodowe, meblowe, niektóre biurowe i artystyczne starocie (za wyjątkiem własnej starociowatości) oraz niektóre rzeczy współczesne ale przechodzone. Wydaje mi się bowiem, że one żyją, są nasączone cudzym wcześniejszym życia aromatem, a to sprawia, że dla mnie jawią się jako "ciepłe", wygrzane, bliskie. Chociaż muszę wyznać, że są przedmioty, które zakupiłam, a musiałam się ich pozbyć bo miały złą energię. Były najpewniej po jakichś egoistach:)

Gdybym wscześniej wiedziała, że w pewnej wielkopolskiej wsi ulicówce, przy drodze między Kościanem a Śmiglem, zgromadzono tyle wszelakiego dobra, starego i przechodzonego, pieszczonego wcześniej przez innych, byłabym pojechała ciężarówką. A tak..., wydałam 100 zł (no, plus benzyna) a bagażnik auta był prawie wypełniony po brzegi - ale o tym następnym razem.

Poniżej pokażę na co miałam chrapkę. Przy czym, najbardziej mnie zauroczyła maszyna do pisania, kredens, żaglowiec i sześć wiklinowych krzeseł ( za niewielkie pieniądze ), które po odmalowaniu postawiłabym w moim letnim salonie. No, nic, Czacz mnie uwiódł!:)  

 

czwartek, 08 września 2011
wtorek, 06 września 2011

A jest tak:

rybki w oczku pożerają karmę plus plankton, wodę w oczku wypijają rybkom ptaki, kot pożera karmę plus rybki, kota płoszy i chce pożreć pies, psa karmię i chcę wychować ja, ale w sumie pies także płoszy mnie. I chce pożreć. Poza tym zwyczaje zwierzęce z ogrodu przeniosły się do mojego domu. Czuję, że za chwilę ktoś mnie schrupie! Wrrrr...

Chyba się wdrapię na sosnę!

 

sobota, 03 września 2011

Byłam i widziałam. Jestem nieco rozczarowana. To już nie to samo kino Allena co kiedyś. Myśl dobra, bo każdy z nas na chwile chciałby się przenieść do jakiejś epoki, i niechy to działo się w Paryżu. Tym bardziej w Paryżu.

Ale, potem mam już samo "ale".

Po pierwsze męczył mnie ten rozlany, zrobiony na stary, obraz Paryża. Nie te oczy? Czy może za bardzo był wystylizowany? Nie wiem. Mnie to denerwowało i odbierało przyjemność oglądania.

Dalej. Intelektualny dowcip Woody'ego też gdzieś się zapodział. Uśmiechnęłam się z kilka razy, ze trzy zaśmiałam głośno. Kilka razy też ziewnęłam. W zasadzie z ciekawością przeplataną lekkim znużeniem dotrwałam do końca tylko dlatego, że bardzo lubię sztukę. Postaci literatów i malarzy z przeszłości pokazane są bardzo dobrze. Tutaj poczułam ten klimat, a nocne rozmowy i dyskusje paryskich intelektualistów początku dwudziestego wieku przypomniały mi podobny klimat spotkań poznańskiej poetyckiej i malarskiej awangardy sprzed kilkudziesięciu lat. 

Znakomity Adrien Brody jako  Salvadore Dali. Hemingway też ok, nie wiem kto go grał. Bardzo mi się podobał odtwórca głównej roli Gila, Owen Wilson.  

Czy polecam? Pewnie tak, bo w sumie mało ostatnio dobrego kina, tak generalnie. Ale z zastrzeżeniem, że trzeba lubić stary Paryż i dawnych paryskich artystów:) Tak, nawiasem mówiąc, Amerykanie mają sporego fioła na punkcie Europy.