O autorze
Tagi
... wyobraźnia potrzebuje tęsknoty, wręcz karmi się tęsknotą ... W.Myśliwski - Traktat o łuskaniu fasoli
czwartek, 13 października 2011

Dlaczego Elżbieta ( zwana także zdrobniale Becią ) podgląda trzypokoleniową rodzinę sąsiadów, siadającą codziennie o tej samej porze do kolacji? Dlaczego wyczekuje przy oknie aż para młodych ludzi z innego domu zacznie swój codzienny taniec na trawniku w ogrodzie?  

Czy wysyła w świat swoje "nagie myśli" dlatego, że w całym czterdziestoparoletnim życiu nie otrzymała nigdy miłości zwrotnej?

"Jestem zaledwie małym akapitem w opowieści o byle jakim życiu. Właściwie nikim szczególnym. Wracam by odzyskać swój dom..."  - tak się zaczyna moja powieść pt. "Nagie myśli". Pojawi się w księgarniach ponoć 17-go października (lubię siódemkę), w Empiku około 20-go.  

"Nagie myśli"... to książka o wychodzeniu z pewnego rodzaju bylejakości, o jakimś typie samowyzwolenia się. Są tacy co twierdzą, że to obyczaj, inni, że dramat, ale z wątkami komediowymi, niektórym wydaje się, że to powieść psychologiczna, a Wydawca uznał tę książkę za romans, nawet dość ostry:). Mnie zaś bardzo ucieszyło zainteresowanie "Nagimi myślami", tempo w jakim Wydawnictwo podjęło decyzję o kupnie i potem bardzo krótki czas wydania tej książki.

Ja oczywiście kończę ( no, może to szumnie zabrzmiało - piszę będzie lepiej) kolejną książkę i na razie jestem dzieckiem we mgle. W każdym razie, nic się nie zmieni, od czasu do czasu coś na blogu napiszę, podobnie zresztą jak na Facebooku, gdzie bywam nieco częściej, ale piszę tam dużo mniej niż tutaj:)) Zapraszam!:)

No, to jestem jawna, jak spółka o ułomnej osobowości prawnej:) A może nawet naga, podobnie jak myśli Elżbiety?;)?    

 

Bardzo lubię debiuty, zwłaszcza teraz, będąc w "wieku". Pierwsza wydana powieść - jutro będę trzymała ją po raz pierwszy w ręce, jakiś czas temu pierwszy raz piłam Mango Lassi, a w niedzielę pierwszy raz zrobię na obiad placek ziemniaczany w sosie węgierskim. Hmmm , to może zjadę jeszcze na nartach z Kasprowego?

Albo mnie zwiozą..., ale to też byłby mój debiut:)!

niedziela, 09 października 2011

Jeszcze nie byłam, ale będę, później nieco, a w zasadzie po obiedzie, blisko mam... - tymczasem posłuchajmy:) 

czwartek, 06 października 2011

Kochani! Dzisiaj po owocach mnie poznacie:) To żart. A może jednak nie? Każdy jakoś tam owocuje. Ja tego lata (blogowo niemego w zasadzie) też wydałam owoc, że ho ho. Co to będzie? Słodkie winogrono, czy wzdymająca fasola? Ciężkostrawne śliwki, czy może gaszący pragnienie arbuz? A może cuchnąca cebula, bądź ostra papryczka? Czy zwykły, po poznańsku zwany - korbol? Sama nie wiem. I się boję. Ale o tym nastepnym razem. Gdy już owoc pięknie zapakowany będzie leżał na ladzie:)

Smak, jeśli wyrazisty, zostaje długo na języku, ale... ja jestem minimalistką tym razem. Byle by owoc ów nie okazał sie robaczywy!

 

 

 

19:06, kocurkowata
Link Komentarze (21) »