O autorze
Tagi
... wyobraźnia potrzebuje tęsknoty, wręcz karmi się tęsknotą ... W.Myśliwski - Traktat o łuskaniu fasoli
piątek, 19 października 2012

Mieszkowice (niem. Bärwalde in der Neumark) – miasto w woj. zachodniopomorskim, w powiecie gryfińskim. Położone nad rzeką Kurzycą i Jeziorem Mieszkowickim, na wysokości 50 m n.p.m., przy linii kolejowej Szczecin-Kostrzyn. Wg danych z 31 grudnia 2008 r. Mieszkowice miały 3562 mieszkańców.

Od połowy XIII w. znajdowały się pod panowaniem Brandenburgii. Prawa miejskie otrzymały przed 1298 r., w latach 1300-1320 miasto otoczono murem obronnym. Wielokrotnie niszczone w ciągu wieków - w 1433 r. przez najazd Husytów, pożary w 1540 i 1558 r., zostało prawie całkowicie wyludnione podczas wojny trzydziestoletniej, zaś w wyniku II wojny światwej straciło ok. 30% zabudowy. Zachowany został średniowieczny układ urbanistyczny miasta, zwany typem równoległym, o siatce ulic przecinających się pod kątem prostym. Zabytki: gotycki kościół parafialny z XIII-XVI w., fragmenty murów miejskich z basztami z XIV w. Na rynku stoi pomnik Mieszka I.
(Wikipedia)

I ja tam znów będę, i ja do Mieszkowic serdecznie ZAPRASZAM :) 

P.S. Czy Reisefieber dzień wcześniej jest normalnym objawem? :)  

środa, 17 października 2012

Udało się. Dotknęłam prowansalskiego słońca ustami, choć zaczynając dzieło nie miałam pojęcia, że tak właśnie się stanie.

Ratatuja - to właśnie w tej potrawie udało mi się dzisiaj uwięzić prowansalskie lato. Kto nie zna, niech żałuje. Ja jestem "po spożyciu" i czuję się jakbym raczyła się ową pysznością w południe, w pełnym słońcu, w Nicei, zaraz przy plaży, popijając niewielkimi łykami białe,koniecznie zimne wino, oczywiście w niewielkiej ilości, tyle tylko by w ustach potrzymać smak.

Nicea, ratatuja, w pobliżu Promenade des Anglais i hotel Negresco. Ach, marzenia ..., taka jestem zmęczonaaa, przydałaby się powtórka.  

Niemniej ratatuję polecam z całej mocy bowiem takiej pyszności nie jadłam od dawna. No, może raz mi się zdarzyło jeść coś podobnego, na targu w Jałcie, ale to było dawno i nieprawda :) 

Bakłażan (pokroić,posolić i odsączyć by pozbył się goryczy), cukinię (obrać, pokroić i wydrążyć środki), paprykę (pozbawić skórki -niekonieczne, pokroić) cebulę, pomidory (pozbyć się skórki) - generalnie wszystko pokroić na duże kawałki. Po kolei podsmażać (na rumiano), po czym odsączyć nadmiar oleju. Połączyć w jednym rondlu, dodając tymianek, bazylię, dużo czosnku, zioła prowansalskie, dwie łyżki koncentratu pmidorowego (nie dodałam, bo pomidory były dość kwaśne). Im więcej razy się podgrzeje, tym lepiej, bo to jest rodzaj warzywnego bigosu. 

PS. Moja inspiratorka, koleżanka z firmy, Małgosia, dostanie w prezencie różową kopystkę. Już zaczynam szukać. Przepis świetny. Polecam! 

niedziela, 14 października 2012

Biedrusko - mimo, że mam niedaleko, byłam tam tylko dwa razy. W klasie licealnej, zaproszona przez chłopaka na herbatę z konfiturą (dzisiaj, po latach, pamiętam wprawdzie co piłam, ale nie przypominam sobie imienia towarzysza :)) i wczoraj, bo dowiedziałam się, że tamtejszy pałac po Albrechcie von Treskov, a także po naszym Ludowym Wojsku Polskim, został odrestaurowany.  

No tak. Byłam i widziałam. Neorenesans, zbudowany przeszło 130 lat temu, w 1904 odkupiła go (wraz z olbrzymim parkiem) armia niemiecka, która szukała w tym czasie dogodnego miejsca na duży poligon wojskowy. Po II wojnie światowej pałac był wykorzystywany jako budynek administracyjny dla potrzeb Ludowego Wojska Polskiego, które do dzisiaj tam stacjonuje, ale w zdecydowanie mniejszej liczbie.  

Od 2009 r., po kilkuletnim braku użytkownika, opuszczony pałac może znowu cieszyć się nowymi właścicielami, którzy go gruntownie odrestaurowali. 

To prawda, ładnie tam. Jeśli chodzi o budynki, przeważa kolor biały,  poza tym znajdziemy elementy z surowej cegły i żeliwa. Grube mury pewnie widziały niejedno, nieraz współcześnie widzą to i owo, ale, jak nam powiedziano, są to głównie wesela. 

No i ważne - można dobrze i niedrogo zjeść. Przysmak von Trescova, który zamówiłam był przepyszny. Polędwica wieprzowa (nie rozbita)owinięta plastrami boczku, w sosie kurkowym, do tego pieczone ziemniaki i warzywa z wody - super. Kaczka z żurawiną też została bardzo pozytywnie oceniona.

Było słonecznie, "na bogato":) i smacznie. Niestey, na poligon, gdzie kręcono między innymi niektóre sceny z "Dowodu życia" z Russelem Crowe (poligon był Czeczenią) oraz pewne fragmenty "Ogniem i mieczem", nie miałam zamiaru się udać. Strzelano bowiem (nie na potrzeby filmu) z ostrej amunicji :)  

  

 

 

 

piątek, 12 października 2012

Kochani, wczoraj w Murowanej Goślinie spotkałyśmy bardzo miłych i zainteresowanych nami czytelników. Dziękujemy bardzo za przecudną gościnę.

Dziś rano było zimno i mgliście, podobnie jak wczoraj wieczorem gdy wracałyśmy do Poznania. Ale teraz jest pięknie, świeci słońce, niebo bezchmurne, nie jest zimno,

czyli aura akurat odpowiednia na

Jesienne SPAcery po literaturze.

Zapraszamy serdecznie na kolejną przechadzkę.

wtorek, 09 października 2012

Witam Kochani, dzisiaj chciałam ZAPROSIĆ wszystkich na czwartek godz. 18.00 do Sali konferencyjnej Ratusza w Murowanej Goślinie, gdzie odbędzie się spotkanie w ramach Goślińskiej Akademii Pokoleń.

Czynię to za siebie, oraz w imieniu moich cudownych Koleżanek - Uczestniczek - Pisarek, a będą to: Joanna Opiat-Bojarska i Małgorzata Hayles. 

To jest pierwsze nasze spotkanie z cyklu jesiennych SPAcerów po literaturze 2012, o kolejnych będę donosić:) sukcesywnie, tak jak i o przyszłych projektach. 

Przy okazji powiem (napiszę), że tylko ja z tego grona jestem smutasem (jednak na okoliczność spotkań postaram się o wesołość:))

Zapraszamy serdecznie do zapoznania się ze szczegółami.   

Kochani, spotkajmy się! Zapraszamy serdecznie!

 

 

niedziela, 07 października 2012

Dzisiaj popełnię wpis zastępczy. Tak się porobiło, że świadomie i z rozmysłem zajęłam sama sobie czas wolny, to i pisanie notek na blog mi nie wyszło :( - za co przepraszam, izwinitie, sorry.

 

"Mężczyźni, którzy mieli nagie myśli" - to oczywiście żart. Napiszę co o mojej pierwszej książce powiedzieli, czy napisali faceci, zrobię to oczywiście w skrócie i przytoczę nie wszystkie opinie. Przy czym, do tej pory niaakceptacja pochodziła od kobiet, co oczywiście niczego nie oznacza.

 

Pierwszym czytelnikiem był mój chop (sam chciał), który nie utożsamił się ani z Bogusiem, ani z Julianem, ani nawet z Jerzym. Książka mu się podobała, ale dlaczego, nie napiszę - po prostu nie wypada :)

 

Potem w gazecie ukazała się notka pisana ręką mężczyzny (wydanie papierowe przechowuję dla potomnych) - oto fragment:

"(...) autorce udaje się pokazać historię, która nie popada ani w romansowy banał, ani w epatowanie tragediami (...). Wrażenie robi styl - kiedy trzeba poetycki, a innym razem komediowy lub nawet dramatyczny. Brawa należą się też za świat przedstawiony, bo współczesna Polska sportretowana została uważnie i prawdziwie"

 

Nastepnie przeczytałam w mejlu opinię kolejnego czytelnika:

"(...) w pierwszej osobie i nie ma przeskakiwania z osoby na osobę i z tematu na temat, rozdziały trochę króciótkie, ale każdy następny wiąże się z poprzednim, to tak jakbym pamiętnik, czy biografię czytał. Cudowne poznańskie klimaty, piękna narracja, a ile Ciebie w tym wszystkim to Ty tylko wiesz. (...)"

 

I jeszcze słowa kolejnego Pana na forum:

"Powieść „Nagie myśli” Iwony Walczak - to literatura kobieca. Co nie oznacza, że facet, taki jak ja nie znalazł w niej nic ciekawego. Przede wszystkim jest to powieść szalenie soczysta (dlatego okładka tej książki moim skromnym zdaniem absolutnie nie pasuje do niej) - zawsze zastanawiała mnie niezrozumiała psychika kobieca: jak można być jednocześnie tak bardzo emocjonalnym i pragmatycznym w szczegółach, jak można jednocześnie pragnąć czegoś innego i zgadzać się z pełną cierpliwością na taką rzeczywistość, jaka jest nam dana.

W tej książce sekrety babskiego myślenia są ujawnione. W zasadzie to mogło by się wydawać - banalna historia o niespełnieniu w związku, w którym mąż, matka a także częściowo siostra, dla własnej wygody, trują. No i o znalezieniu wyjścia z tej sytuacji.

Powrót do starej rzeczywistości po burzach i nawałnicach okazuje się zwycięstwem.

Natomiast o facetach pada w tej książce zdecydowanie mniej myśli, jedna mi jednak utkwiła w pamięci (akurat zwycięski konkurent do serca bohaterki wypowiada się o jej mężu-rogaczu):

„Siedziałaś w tej mordowni, jakby wycięta z innego obrazka... Jak uciekinierka od pętaka, który potrafi walczyć z wyimaginowanymi siłami, a nie targać się z życiem...”

Te słowa są akurat bardzo celne w tej książce, jak się nawet o tym pomyśli to ta walka z wyimaginowanymi siłami to jakby specjalność wielu panów, a z drugiej strony - no dobrze, wszystko cacy, ale czy nie jest tak, że każdy z facetów w swoim życiu staje do walki z własną imaginacją, z motyką na słońce, tylko jednym się jakoś udaje, a innym trochę gorzej.

Gdzie leży ta recepta na sukces, która pozwala zgarnąć pulę dla siebie, zostawiając innym samcom ochłapy, wręczone do tego jakby z uśmiechem?."

 

Zaś kilka dni temu leczący moją nieuleczalność Profesor uderzył w te słowa:

"Przeczytałem "Nagie myśli" - to bardzo emocjonalna proza kobieca. Mężczyźni tacy nie są, nie mają takich problemów, nie mają takich emocji... A nie może pani pisać kryminałów? Takich jak Stieg Larsson?" :)))