O autorze
Tagi
... wyobraźnia potrzebuje tęsknoty, wręcz karmi się tęsknotą ... W.Myśliwski - Traktat o łuskaniu fasoli

Czytam

piątek, 31 sierpnia 2012

   Powieść, o której chcę dzisiaj napisać przeczytałam prawie dwa miesiące temu, a nadal pulsuje we mnie nieco duszną atmosferą wykreowaną przez Autorkę, sceny przesuwają się jak w filmie i ciągle pozostają w myślach, wymuszają zastanowienie. Dlaczego? Bo zawierająca się na zaledwie 113 stronach historia uderza obrazami z niesłychaną siłą (bez względu na literackie upodobania), przy okazji narzucając odbiorcy przymus doczytania "międzysłowia" opowieści. 

 "Kasika Mowka", Katarzyna T. Nowak, Wydawnictwo Literackie, 2010

   Zamknięte kutą bramą krakowskie podwórko w centrum gwarnego miasta tworzy świat zamknięty przed tym co na zewnątrz, a zwłaszcza przed wszelkim złem płynącym od nieuków, matołów, "Onych" i generalnie od złych ludzi. Jednak czytając domyślam się, że w tej kamienicy toczy się życie. Wczesnym rankiem na podwórko opada szara mgła, zwiastująca upał, gruchają gołębie. Słyszę stukające naczynia, to lokatorzy kamienicy zaczynają dzień, czuję zapach gotowanej kapusty i widzę jak otwierają się okna, a potem... między doniczkami z wykwitłą pelargonią wypatrujacych "lepszego świata" lokatorów, albo wietrzące się pierzyny. Wiem też, że niedaleko od zamkniętej kutą bramą kamienicy jeżdżą tramwaje i samochody, gdzieś w pobliżu ktoś rozmawia, słychać śmiech, a o 12.00 w południe na żywo hejnał z Wieży Mariackiej. Nieznajomy gra na gitarze balladę, raz ciszej, raz głośniej. Ta powieść zabrzmiała mi jak ballada właśnie. To sobie dopowiadam, to moje odczucia.   

   Kasika Mowka (jak sama się nazwała), to mała dziewczynka zaopiekowana, a raczej zaaresztowana przez patologicznie egoistyczną babcię. Dziecko jest oddzielone od rodziców, nie chodzi do przedszkola, potem do szkoły, uczy się w domu, w wieku pięciu lat potrafi czytać, chwilę potem ma przeczytaną "wielką literaturę" i poczynione pierwsze literackie próbki, które notuje w zeszytach. Ta bardzo inteligentna dziewczynka sama o sobie mówi, że potrafi wymyślać historie. Kasika Mowka jest przygotowana by tworzyć światy, literaturę, ale nie potrafi żyć. Codziennie rano babcia sznuruje jej buty, wieczorem myje w wannie. 

"(...) myłaś mnie, sparalizowaną strachem, samotnością, monotonią, klaustrofobią, brakiem "onych"... I nic nie widziałaś, babciu."

   W takich okolicznościach dziewczynka dorasta, staje się kobietą, doznaje pierwszych seksualnych inicjacji. Buntuje się czasem, owszem, jednak by bunt był skuteczny potrzeba posiąść kilka życiowych umiejętności.   

Świat jest zły Kasiko”, mówiłaś babciu, gdy byłam mała. Jakże się myliłaś. To nie świat, babciu, nie świat…"

   To bardzo wstrząsająca powieść! Przeczytajcie, polecam serdecznie!

   A oto, co powiedziała Autorka - Katarzyna T. Nowak.  

sobota, 18 sierpnia 2012
 

"Kto wyłączy mój mózg" Joanna Opiat-Bojarska, Wydawnictwo Zysk i S-ka, 2011

 

   Książkę przeczytały i polecają: Agata Młynarska, Anna Maruszeczko i Manula Kalicka. Rekomendacja przednia, a i notka o autorce - "autoagresorce", interesująca. W końcu sama mam problem z humoralną odpowiedzią immunologiczną. A jednak...

  Przyznaję, odkąd powieść pojawiła się na rynku, intrygowało mnie znajomo brzmiące połączenie - umysł ścisły, firma, doświadczenie zdobyte w chorobie i literatura. Ale jednak bałam się, że będzie to rzecz o wchodzeniu w chorobę, o trwaniu w inwalidztwie, o czym czytać na razie nie chciałam. Ten tragiczny wymiar sugerowała również okładka. Eleganckie ręce usiłują połączyć pękniętą na dwie części czaszkę. W kodzie naszej kultury ich gest oznacza również -głowa mi pęka. Grafika przedstawia jednak nie tylko pęknięta głowę, ale także szyję i coś więcej. Nie znajdowałam odwagi. 

   Joanna Opiat-Bojarska, którą miałam przyjemność poznać, prędko wyprowadziła mnie z błędu, także dzięki swojej osobowości. Książkę przeczytałam w dwa wieczory i żałowałam, że nie uczyniłam tego wcześniej. Zatem o czym jest "Kto wyłączy mój mózg?"? 

   To książka o JA i jego włościach. Bohaterka leży w szpitalu, na ogólnej sali, jej ciało jest bezwładne, mięśnie bez żadnego wcześniejszego ostrzeżenia odmówiły posłuszeństwa, ale mózg działa sprawnie. Joanna żąda, aby ktoś go wyłączył, bo nie może patrzeć na obrzydliwości fizjologiczne i społeczne, które jej sprawny mózg zauważa.

   To co widzi na sali, obraża Joannę, obraża jej poczucie godności. Dlatego żąda przenosin do sali jednosobowej. Ostatecznie trafia na OIOM, gdzie poziom empatii personelu medycznego jest wyższy, co nie oznacza, że jej mózg nie rejestruje okropności, jakie sprawia (nie tylko chorym) nasze nieposłuszne ciało. JA żąda od Joanny powrotu do normalnego świata, stąd wierzy w Muzyka, który pokonał GBS, dlatego akceptuje metody Lodowej Góry, z uwagi na ich skuteczność. Żądania JA stanowią źródło siły jakiej potrzebuje do działania bohaterka książki.  

   "Kto wyłączy mój mózg" to powieść bardzo interesująca, uporządkowana, nie epatuje tragedią. Dotyka też problemu przyjaźni, którą nieraz "kasujemy" z błahych powodów. "Po przeczytaniu wiemy, że jeśli się czegoś bardzo chce, tak jak autorka i zarazem bohaterka powieści, to się zwycięży!" - napisała Manula Kalicka. Owszem, ta książka jest optymistyczna.

   "Jestem pełnowartościowym człowiekiem. Już nie muszę się zastanawiać, kto zwycięży - GBS czy ja. Czy ktoś może pochwalić mój mózg?" - to cytat z powieści.  

   Joanna Opiat- Bojarska - poznanianka, prowadzi grupę wsparcia osób dotkniętych przez GBS/CIDP oraz polskie przedstawicielstwo GBS/CIDP Foundation International. Autorka wydanej w 2012 r. powieści "Blogostan".

Pisze też blog: www.gbsczyja.blog.onet.pl  

Bardzo polecam! 

środa, 25 lipca 2012

     Oj kochani. To jest literackie TO. Powieść (według mnie) uhonorowana absolutnie zasłużoną nagrodą - The Man Boocker Prize 2011.  

 

 Julian Barnes - Wydawnictwo Świat Książki - 2012 - tłumaczenie Jan Kabat 

    Bohater powieści - Anthony Webster - starał i stara się, aby jego życie było nieegoistyczne, nasiąknięte odpowiedzią na potrzeby społeczeństwa, aby i on był użytecznym jego elementem. Będąc na emeryturze, jako wolontariusz, prowadzi szpitalną bibliotekę. Co prawda trudno powiedzieć, aby motywy wykonywania wolontariatu nadawały się do Panteonu cnót, ale zawsze. A poza tym nie bądźmy drobiazgowi, liczy się wykonywanie życia tak, aby nie okazało się, że "Życie nie okaże się takie jak Literatura", która ujawnia w "działaniach i refleksjach swoich protagonistów psychologiczną, emocjonalną i społeczną prawdę".

    Anthony Webster na mocy testamentu Mary Ford, matki Veroniki, z którą to w młodości  odkrywał tajemnice pettingu, ma zostać spadkobiercą pamiętnika. Pamiętnik pisał Adrian, jego przyjaciel z lat szkolnych, młodzieniec, o którym matka Anthonego orzekła, że "był zbyt inteligentny  by przejmować się zdrowym rozsądkiem". A uczynił tę jedyną rzecz która jest - zdaniem Camusa i Adriana - "jedynym poważnym zagadnieniem filozoficznym", samobójstwo. Ale to nie jedyne targnięcie się na swoje życie w tej powieści. W ten sposób ze świata żywych odszedł także niejaki Robson. Wówczas poczucie formy literackiej każe Anthony'emu Websterowi i jego kolegom, w tym Adrianowi, ustanowić sens samobójstwa Robsona, jako filozoficzny tylko w sensie arytmetycznym, albowiem sytucja – "warta fikcji literackiej" - w jaką zdaniem publiki popadł Robson - nie posiadła z winy bohatera innego sensu.

   Historia wykłada stosunki pomiędzy Literaturą a Życiem, w narracji odsłaniając wyobrażenia zwycięzców i pokonanych. Jednakże sama jest zrodzona w tym momencie, w którym brakuje pamięci, a dokumentów nie starcza. Co prawda podobno można odtworzyć stan umysłu na podstawie działań,  ale też  można wnioskowac o przeszłych działaniach na podstawie obecnego stanu umysłu. Ten zestaw przekonań pozwala Autorowi kreślić finezyjnie obrazy zwyczajnych ludzi w ich jakże niejasnym życiu. Obyczaje i emocje, myśli i konkluzje  stają się takie, jakimi być może faktycznie są,  a nie takimi jakimi były, a "To co pozostaje w pamięci nie zawsze jest równoznaczne z tym, czego człowiek był świadkiem". "Historia to nie kłamstwa zwycięzców (...). To wspomnienia ocalałych, którzy w większości ani nie odnieśli zwycięstwa, ani nie doznali klęski".   

   Język  powieści nadaje moraliom  dystyngowany, klasyczny i szlachetny rys. Napiszę tak - jestem powieścią Juliana Barnesa zachwycona, po stokroć. "Poczucie kresu", że napiszę kolokwialnie, to książka rewelacyjna. Niezwykle literacka, filozoficzna, a jednocześnie budząca od początku do końca żywe zainteresowanie akcją. 

       Polecam!     

 

piątek, 20 lipca 2012

   Lato wilgotne i zimne, to się zaczytałam:)

   Dzisiaj z nieco innej literackiej beczki uszczknę - Susana S. "City Girl. Kobieta, która podbiła londyńską giełdę".   

   Ach, gdybym była młodsza i gdyby nie było światowego kryzysu! Pamiętam atmosferę jeszcze sprzed finansowego krachu panującą w City. Podobało mi się tam. Wybrałam się sama metrem, tylko z aparatem fotograficznym:), by poczuć zapach finansów całego świata, skupionych na niewielkim obszarze Londynu. Do drugiego takiego miejsca, Canary Wharf, gdzie pracowała bobaterka powieści, Susana S., niestety ani wtedy, ani będąc później kilkakrotnie w Londynie, nie dotarłam. Ale widziałam z okna wagoniku London Eye :) 

 

Susana S. "City Girl. Kobieta, która podbiła londyńską giełdę" Wydawnictwo Kurhaus 2012  

   Pochodząca z USA Susana ukończyła studia muzyczne, ale oczekuje czegoś co utwierdzi ją w przekonaniu, że jest kimś kto potrafi zawojować świat finansów. Przyjeżdża do Londynu na staż, gdzie odziana w garsonkę od Armaniego wchodzi do świata finansów. Banalne i nudne zapełnianie EXCELA liczbami - praca w back office - ją rozczarowuje. Nie dają satysfakcji też kolejne etapy, już na poziomie middle office.  

   "Chciałabym zostać traderką" - próbuje dalej. Nadal z mizernym skutkiem. "Jeśli pracujesz w middle office, nie masz szans dostać się do front office" - poucza Susanę przyjaciel z działu.  

   Wreszcie, znajduje w Internecie grupę wsparcia "Kobiety w City" i na spotkaniu otrzymuje pierwszą ważną lekcję "City nie troszczy się o swoje młode".

   Po wyrzuceniu z pracy za głupi błąd administracyjny warty 700 euro, poprzez witrynę agencji pośrednictwa pracy Susana znajduje ofertę pracy na stanowisku tradera. Aplikuje natychmiast.

"(...) na moście widzisz mężczyznę, który chce popełnić samobójstwo, bo stracił cały swój majątek. Co byś mu powiedziała by go od tego odwieść? (...)"

"Pczułam, że wtedy, w tym pokoju, na rozmowie o pracę w City, dobra odpowiedź na takie pytanie będzie brzmiała: chrzanić nieudaczników i byle do przodu. Dlatego zacisnęłam kciuki pod stołem i powiedziałam, że kazałabym temu gościowi skoczyć".     

   To było to. Po dwóch latach rozszyfrowywania mechanizmów rządzących londyńskim City, weszła wreszcie w fascynujący i ekscytujący świat traderów. Wystarczyło mówić "chcę dużo zarabiać"... i być dobrym. Szampan już czekał jako zapłata za kulturę, w której rozgrywają się zawiłe i trudne emocjonalnie transakcje finansowe. Im bardziej zawiła i trudna, tym lepsza. Każda wiedza służy władzy nad pieniądzem, a one czemu służą? Dają szacunek, przynajmniej ten wśród kolegów po fachu. Trader zasypia po północy ukołysany procentem z najlepszego szampana i wstaje skoro świt. Chce wygrywać.  

   Muzyka to też dzieło ludzi, tak jak i pieniądze. Jedno i drugie może wywołać boski dreszcz. A właśnie to, nazywane adrenaliną, napędza bohaterkę, jest źródłem jej marzeń. 

   O  czym Susana nie wiedziała marząc o pracy w City, kiedy jeszcze na prestiżowej uczelni na wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych studiowala warstwową teorię budowy dzieła muzycznego Heinricha Schenkera?

   Opowieść jest pięknie opakowana, okładka jest ze szlachetnego papieru, z odpowiednio sztywnego, chce się ją głaskać, zwłaszcza dotykać monet zasłaniających bohaterce świat. Błyszczą się, są powleczone i miłe w dotyku:) Jednak, według mnie, nie o pieniądze Susanie S. szło, to nie one były przedmiotem jej gry, jej pożądania.

   Świetna rzecz, bardzo zaciekawiająca. Polecam serdecznie! 

piątek, 13 lipca 2012

   "Ta druga" to powieść laureatka konkursu literackiego Wydawnictwa Replika. Gdy dochodziło do wydania moich "Nagich myśli" i wiedziałam już, że okładka książki bedzie zupełnie inna niż sobie wyobrażałam, poprosiłam by była podobna w tonacji właśnie do powieści "Ta druga".

   I tak się stało, aczkolwiek dzisiaj miałabym inne preferencje:)  

 

"Ta druga" - Karolina Wilczyńska - Replika 2011

 

   Zacznę nieco ironicznie - przemyślenia Leny, bohaterki powieści są zaiste niebanalne, tak jak niebanalne są przemyślenia każdego egoisty, albowiem rzeczywiście, skoro nie ma dwóch takich samych egoistów (z definicji egoisty), to każdy z nich swój pępek będzie tylko widział. Przeważnie uznają, że zwykłe wydarzenia, niekiedy niesłychanie dramatyczne, ale nie tylko przecież ich dotykające, wymagają zadośćuczynienia ze strony innych ludzi, a najlepiej gdyby i cały świat to wykonał.

   Lena oczywiście nie miała cudownego życia, samotnie wychowująca się dziewczynka (pod opieką babci, która i tak później też jej wymagała) pragnie szczęścia, ale brakuje jej wiary. Wie oczywiście, że musi być twarda w stosunku do siebie, bo inaczej czeka ją jeszcze gorszy los. Szkoła, a może inni ludzie skierują ją do jakiejś placówki wychowawczej, co będzie dramatyczne dla niej i dla babci. W byciu wymagającą wobec siebie i w pragnieniu bycia kochaną przeszkadzają Lence stany omdlenia od czasu do czasu ją nawiedzające. Mdlejącą Lenę wynosi z autobusu i cuci Tomek Lewandowski. Co więcej stara się dziewczynę później odnaleźć, co nie uchodzi uwadze bohaterki. Lena wchodzi do rodziny Lewandowskich, przychodzi na świat córka.

   Rodzą się też wątpliwości, z czasem przechodzące w pewnik. Skoro na pierwszym rodzinnym spotkaniu teściowa podała obiad używając serwisu z dobrej porcelany, a herbatę tylko w porcelitowych kubkach, to przyczyną  jest niewątpliwie lekceważenie Leny, która kocha jej syna Tomasza i zawsze będzie go kochać, bez względu na knowania matki. Kochać go będzie, bo nie jest również winien, że jego matka nie przyszła do szpitala, po urodzeniu wnuczki. 

   Teściowa. Skoro ona mnie nie lubi..., skoro nie jestem dla niej ważna..., skoro mnie nie szanuje... Skoro... Kiedyś Tomasz zrozumie, że jego matka była zwykłą, no żeby za dużo nie powiedzieć, manipulantką. 

   "Ta druga" to powieść, w której ironia losu i przypadek, wsparte niebanalnym językiem ukazują do czego prowadzi zamknięcie w schematycznym rozumieniu zdarzeń. To historia o kobietach żyjących obok ale osobno, o mijaniu się i niezrozumieniu. O braku dialogu w rodzinie, w której z jednej strony postawą jest brak empatii, a z drugiej wszechobecne "wszyscy myśleli, że ona wie". 

   Trochę czasu minęło od przeczytania jej przeze mnie, początkowo poczułam się rozczarowana szczęśliwym zakończeniem, ale dziś myślę, że to był zabieg celowy. Dlaczego? Zrozumiałam, że w każdej z nas jest "Ta druga".   

  Serdecznie polecam!        

 

 

środa, 27 czerwca 2012

   Sięgnęłam po tę książkę z kilku powodów. Po pierwsze znam czasy NRD z autopsji, z wojaży różnego rodzaju, z pracą w NRD włącznie. Po drugie, wspieram Szczecin zawsze i wszędzie, bo mieszkałam w tym mieście dwadzieścia lat i mam sentyment. Po trzecie to rzecz nagrodzona Gryfią i nominowana do Nike.

Wydawnictwo Forma Stowarzyszenie OFFicyna Szczecin 2011

   Och, młodości chciało by się rzec i już jestem w objęciach Rainera. Mój Lieber Rainer miał pełne usta, pięknie z nim się kochałam – wiadomo Polki maja tę seksowną drapieżność, nie to co Niemki. To nie o mnie, oczywiście:) Jej imię Jagoda brzmiało, a zawód? Sprzątała berlińskie biurowce. Nauczyła się przy okazji owa Polka wkładania nieowiniętych folią kiełbas do lodówki i zdejmowania szpilek po przekroczeniu progu domu. Na koniec dowiedziała się, że jest trupem, że jej w ogóle nie ma, że nie żyje. To wszystko. I tyle go widziała. Czy kochany Rainer wrócił do swojej Uty, miłośniczki indiańskich workshopów, która na rozstanie powiedziała mu to samo co on Jagodzie?

   Dzięki książce mam możliwość przyglądać się prywatnej docentce w jej życiowej podróży, gdzie towarzyszy jej istna berlińska plejada "instytucji" różnej maści. Fachowcy od heinzugu niestety nie naprawią pieca, ale za to przysporzą opłat za heinzug, Jobcenter finansuje z podatków docenta niezgułę i docentkę bez męża, cwaniacy wciskają mieszkania imigrantkom, i to jeszcze nie wszystko. Mogłam też poczuć jak to jest odtrąbić Wigilię sałatką ziemniaczaną i pośmiać się na niemiecką komendę z witzów.

   Nasza umęczona Polka, prywatna docentka, zatrudni się jako profesor gdzieś tam w Polsce, a potem jeszcze w Pradze. Nie to co wcześniej poznana Jagoda, ta co potajemnie i cwaniacko pobierała zasiłek dla bezrobotnych w Polsce, a potem jeszcze Rainera złapała. I pracę chyba nawet nie na czarno. O nie, ja mam swój feministyczny honor, kończy wywód docentka-profesorka.

   Są jeszcze Dieter i bezrobotny Uwik. Ich przyjaźń zaczęła się w wojsku, do którego trafili z głupoty. Uwe pochcdził z Karl-Marx-Stadt ("jeśli zamierzasz pisać o tym mieście, nie zapmnij, że kartki Twojej opowieści muszą pachnieć metalem, smarem, smołą, dymem z kominów fabrycznych"), Dieter z "zakichanego Pasewalku". Kiedy po latach Dieter zasugerował chronicznie bezrobotnemu przyjacielowi, "że w jego firmie szukają inżyniera budowy maszyn (którym Uwik notabene był), Uwik mu na to: Dobrze, rozejrzę się, nia ma sprawy, zapytam jednego kolegę"."

     Zjednoczenie Niemiec nie wszystkim wyszło na dobre. Tytułowe "enerdowce i inne ludzie" nie mogą się odnaleźć w nowej rzeczywistości (chociaż ona już nie jest taka nowa), w jakimś sensie są odrzuceni, złamani. Czy byliby tacy gdyby powiew historii nie zmiótł muru pomiędzy Niemcami? 

"Enerdowce i inne ludzie - czyli jak nie zostałem bohaterem". Brygida Helbig

Polecam!   

   

 

poniedziałek, 11 czerwca 2012

      "Czasem ucieczka w zacisze karkonoskiej głuszy staje się jedyną drogą do zrozumienia przeszłości i poszukiwania szczęścia." Jakże osobiście dla mnie brzmią słowa z okładki powieści "Błędne siostry" Renaty L. Górskiej. Byłam przecież niedawno w Karkonoszach, zamknięta wprawdzie nie w tajemniczej chacie na wzgórzu, ale w pokoju jednoosobowym jednego z tamtejszych sanatoriów. Nie w samotni wraz z intrygującym Arminem i przypatrującymi mi się z ukrycia sarenkami, a wśród kuracjuszy o podobnym do mojego stanie zdrowia:). Też miałam czas pomyśleć, oczywiście miałam chwilę by poszukiwać jakichś doktryn, myśli.

   Ale przede wszystkim tam właśnie zaczęłam się delektować spotkaniem z "Błędnymi siostrami".

"Błędne siostry" Renata L. Górska Wydawnictwo Prószyński i S-ka 2012.

     Karola, Polka mieszkająca od wielu lat za granicą, jest przekonana, że ma pragmatyczne nastawienie do życia, mimo że nie pasuje do istniejącego porządku świata. Pragnie jakiejś wspólnoty, ale nie wierzy, że ludzie są z gruntu dobrzy. Pragnie też asymilacji, przygarnięcia przez nowe środowisko, w którym jako emigrantka była "stamtąd", jednak to też nie wychodzi. Karola od dawna sporo wie jaki jest porządek rzeczy, i  że "wszystko pod niebem ma swój czas". Jest przekonana, że potrzeba rodzi symboliczną moc słowa i że niektóre z nich są "jak plewy", podczas gdy inne "to są słowa doskonałe". Rozczarowując się całokształtem kręci się w kółko, odwyka od ludzi, mija w komunikacji z nimi, tym samym upewniając się co do jakości świata: "ostrożności nigdy w nim nie za wiele".

   Leczenie farmakologiczne objawów psychosomatycznych w postaci uciążliwej migreny przynosi niewielką ulgę, zalecenie lekarskie jest krótkie - powrót do Polski, do korzeni. To w Karkonoszach okazuje się, że Karola nie może powiedzieć o swoim życiu prywatnym i statusie zawodowym: "jest dobrze". Przyznaje przed sobą, że jest emigrantką. "Emigrantka - słowo będące obietnicą, utratą złudzeń, losem". Podejmuje kombinatoryczną zabawę z literami i symbolami w słowie "emigrantka", co prowadzi do pierwszych odkryć i wniosków. Tajemnicze słowo "engram" okazuje się być zgodne z celem jej pobytu w Polsce, opisuje "ślad pamięciowy, podstawę późniejszego odtwarzania zdarzeń". Jednakże, kody pamięci Karoli nie są kodami prawdy. Jest ostrożna, jednocześnie zdając sobie sprawę, że nie może żyć w bagnie życiowych pozorów, jak jej przyjaciółka Danka, rozgrywająca z życiem twardą partię - coś za coś, rola za rolę, i oby nie wypaść z gry, bo wtedy nikt ci nie pomoże.  

    Pojawiająca się ponownie w życiu Karoli siostra Kinga otwiera po kolei matrioszki skrywające rodzinne tajemnice. Nie dzieje się to jednak w sposób znany z odkrywania rosyjskich drewnianych babuszek - najpierw zdejmujemy największą. Tutaj, w siostrzanej grze niedopowiedzeń największa matrioszka czeka nieodkryta do końca partii. Czy Karola i Kinga będą miały siłę zapłacić światu za jego prawdę i wyzbyć się gniewu, który pozwalał wprawdzie jakoś żyć, ale jednocześnie nasączał ich wzajemne siostrzane relacje złością i nienawiścią? Czy retrospekcja dokonana w Polsce wyzwoli bohaterkę? Czy nadal będzie się spierała z losem? I jaką rolę w ewentualnej przemianie Karoli pełni przystojny i charyzmatyczny Armin - tajemniczy współlokator domu na wzgórzu? 

    Na powieść "Błędne siostry" składają się słowa piękne, tworzące doskonałe zdania, które to - wraz z intrygującą fabułą - budują nieśpieszną, tajemniczą i piękną opowieść, zawierającą całe pokłady mądrości i znajomości psychiki ludzkiej. Dzięki temu, a także wiedząc, że powinnam powieści Renaty L. Górskiej czytać uważnie, mam zagwarantowaną radość z obcowania z bardzo dobrą prozą.  

poniedziałek, 04 czerwca 2012

     

 Grzechy Joanny” - Joanna Marat. Replika 2011

     Piękna okładka przyciąga wzrok nie tylko podwiązką na oczach pięknej kobiety, ale i znaczącym tekstem, który mówi o związkach między tym co widoczne – „jej palce dotykają tylko starych pergaminów” - a konkluzjami rozumu. I ostrzega przed błędami popełnianymi przez tych wszystkich, którzy czynią to tylko wedle widoku i stereotypu. To bardzo ważna wskazówka.  

     Wydawać by się mogło, że czarna koronka na oczach kobiety nie jest tu stereotypem wziętym z burleski, ale symbolem doświadczenia całokształtu. Nie zakrywa bohaterce kosmosu, lecz jej myśl o świecie zaledwie – dziecięcą może – jeśli zasłonię oczy to mnie nie ma. Ale czy tak jest na pewno? Może koronkowa opaska ma za zadanie kusić - odsłaniając tytułowej Joannie i nam czytelnikom damsko-męską warstwę emocjonalną? 

     Korespondencja internetowa nadana przez intelektualnie brzmiącego Xawerego Stadnickiego, będącego „o osiem godzin lotu stąd”, zaczyna się słowami: „Czy jesteś Joanną H. z Krakowa? Pytam, bo brzmisz znajomo.” Niestety, nie poznamy broadcast-u wysłanego przez Joannę, z grubsza czterdziestoletnią „posiadaczkę nóg niezbyt długich”. Czy Joanna (córka Starego H. i matki, która lęka się, że Oni znów przyjdą) czuje się Joanną H.?  Czy podejmie odważny dialog, jaki wieść można z doświadczonym i zaciekawiającym erotycznie mężczyzną? Czego się dowiadujemy z pierwszych stron powieści? Bohaterka jest za odpowiedzią Xaweremu w prawdzie, ale i przeciw niej, co więcej, ma na tę okoliczność wcześniej przygotowany „kostium ze słów i marzeń”. Jednocześnie chciałaby Xaweremu „wypisać” swój ból. Zatem, czy Joanna układa świat wedle pożądliwości, czy wedle atmosfery średniowiecznych malowideł, czy wobec doświadczenia rodzinnego? A może nadrzędna jest trauma pomieszkiwania Za Żelazną Bramą (gdzie „generalną zasadą jest niewtykanie nosa w nieswoje sprawy”) wespół z tym całym jestestwem, które zostało zawarte w maszynopisie matki, dla pamięci, że widziała prawdę, a nie li tylko omamy?

     To bardzo dobra powieść. Najbardziej spodobała mi się jej intelektualno-psychologiczno-erotyczna warstwa, zwłaszcza w opozycji do szarej i tragicznej, a nawet traumatycznej codzienności bohaterki. Polubiłam też swoisty stosunek Autorki do swoich literackich bohaterów. Koniecznie wspomnieć muszę również o języku powieści. Historia opowiedziana jest z wielką swadą, momentami dosadnie, innym razem poetycko i ze zdystansowaną ironią (nieco czarną, co lubię), poza tym miałam wrażenie jakby „poczyniona została na jednym oddechu”. Od pierwszych zdań wpasowałam się w melodię powieści, chciałam koniecznie, również  na tzw. „jednym oddechu”, ją przeczytać. To mi się udało (no, prawie :-)), ale nieraz powracam myślą do lektury i zaglądam, by znów się słowem Joanny Marat nacieszyć.    

     Zachęcam do przeczytania „Grzechów Joanny” potwierdzając prawdziwość zdania z okładki – „w tej opowieści nic nie jest takie, jakie mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka!”.

     Nie jest, przeczytajcie i potwierdźcie to sami.  

czwartek, 31 maja 2012

       Agnieszkę Lingas-Łoniewską poznałam najpierw wirtualnie, a niedawno (przy okazji jej spotkania autorskiego w moim mieście) miałam przyjemność poznać osobiście i poprosić o wpis na moim egzemplarzu "Szóstego" - jej autorstwa.

Wydawnictwo "Replika" 2012

Początek powieści Agnieszki Lingas-Łoniewskiej pt "Szósty" zapowiada się jak kolejny dzień na modnej i słonecznej plaży. 

Inspektora Marcina Langera zastajemy u boku pięknej modelki, córki majętnego tatusia. Do grupy ŚGŚ, jednostki do zadań specjalnych ścigającej seryjnego mordercę, Autorka przydziela piękną panią psycholog, Alicję Szymczak. Stawka została podbita - jest ona i on. Zapowiada się i seks i kryminał, bowiem inspektor Marcin Langer, spiritus movens, spec grupy policji, kieruje się w pracy nie tylko pragmatyką służbową.  Z tego "co teraz", z tego "co kiedyś", a także z "tego co będzie" tworzy się rama powieści. 

Oto mamy doświadczenie okrucieństwa, pokrętnych wyjaśnień i zła, ale na drugim biegunie przyjaźń, zaufanie, zrozumienie i miłość. Zamysł pisarski zyskuje barwę i soczystość realności. Ekscytujący opis miłości "od pierwszego wejrzenia" ma za zadanie, jak sądzę, nie tyle pobudzić zmysły czytelników, co oczywiście czyni, ale wskazać na okoliczności losów i uczuć bohaterów. Autorka wykorzystuje w powieści pewne schematy by nadać im nowe znaczenia. Czytając powieść kryminalną spodziewamy się, że jeżeli w pierwszym akcie wisi strzelba na ścianie, to na pewno wypali w ostatnim, o ile to jest dobry kryminał. A "Szósty" niewątpliwie taki jest. Rolę strzelby gra tu obietnica, nie jakaś konkretna w stylu "jutro kupię ci pierścionek", ale intrygująca, inna, nieraz w domyśle. Autorka ujawnia grę różnych obietnic. Pomiędzy braćmi, gdy jeden obiecuje drugiemu, że nie wejdzie na złą drogę. Pomiędzy kochankami, że zachowania nie są grą, a spełniają miłość.

Ale są też przerażające przyrzeczenia - jak to, które składa jeden z bohaterów sam sobie - by być z zgodzie ze swoją "religią".   

     W powieści "Szósty" Agnieszka Lingas-Łoniewska mówi o przeznaczeniu, o losie i pokazuje jak przędzie się nić zależności pomiędzy obietnicami. Ukazanie ich gry wytwarza thriller. Napięcie nie znika nawet w ostatniej scenie, również za sprawą obietnicy. Tym jednak razem zawartej w prawie.

"Szósty" - "(...)Jest bogiem. Swojej własnej religii."

     Zachęcam do przeczytania:) 

   

poniedziałek, 07 maja 2012

Dzisiaj będę recenzentką - każdy kiedyś zaczynał, każdy zdolność jakąś ma!:)  

 

mimo_wszystko_wiktoria_replika.jpg

 

Ostatnie zdanie powieści Renaty Kosin "Mimo wszystko Wiktoria" jest  doskonałą symetrią tytułu. Niespodziewana pointa sugeruje aby w inny sposób podejść do powieści, na okładce której kobieta ubrana w czerwoną sukienkę w grochy  przesypuje cukier przez sito, zaś z tyłu przy stoliku stoi dziewczynka, która być może też nabędzie tę umiejętność. Być może nie jest to tylko opowieść o czterech przyjaciółkach i ich perypetiach. Więzi pokrewieństwa też nie są tak ważne. To dyskusja pomiędzy światami kobiet "barwnych fatałaszków, perfumów, bywań tu i tam" a kobiet, które uważają, że "poza fatałaszkami, bywaniem etc" rozgrywa się coś o wiele ważniejszego niż tylko "ach i och" cielesności. Rozgrywa się walka o szczęście. "Mężczyzna nie powienien być dla kobiety jedynym wyznacznikiem szczęścia, ani tym bardziej ostatecznym celem, ale jednym ze środków w dążeniu do tego celu" - mówi Michalina.    

Kim jest Filip Orecki - bywalec Domu Otwartego dla Pań prowadzonego przez Zuzannę? Filozofem. Stylistą. Bywałym i uznanym w świecie. To mężczyzna, który wśród sztandarów ma postulat otwartości, umowy, uznania - tak właśnie ujął istotę kobiety w swojej książce wydanej po angielsku. "Odeszliśmy od świata tradycyjnych agresywnych ról  w którym On łowi i przyciąga do jaskini mamuta, zaś Ona tę "dziczyznę" smacznie ugotuje?" Czy tak jest?

"Mężczyzna ma w swoich szufladkach dokładnie to co tam wcześniej powrzucał. Rzadko coś do nich jeszcze dokłada lub z nich wyjmuje. Tylko wtedy gdy naprawdę musi, bo nie lubi się zmieniać. Kobieta zwykle też do tego dąży, jednak niestety jest to dla niej niewykonalne. Mimo, że bez przerwy stara się wszystko uporządkować, ciągle coś się wysypuje, wpada do innych szuflad, albo ktoś jej coś do tych szuflad wtyka wbrew jej woli czy przekłada z jednej do drugiej. Kobieta radzi sobie jak może. Wytrwale segreguje ich zawartość i odkłada na miejsce, ale czasem przychodzi kryzys" - w ten oto sposób "porządek świata" widzi, czy raczej definiuje, Filip Orecki.      

Autorka z dbałością o każdy szczegół garderoby, bycia, nastrój chwili nasyca powieść narracją o symetrii świata, o utrwalaniu się umów jako realizacji otwartości. O tym jak trudno przyznać się do pewnych uczuć, jak trudno mówić o nich prawdę Renata Kosin tylko sygnalizuje. Uczucia, ich barwa i temperatura są szansą dla bohaterek, jaką stwarza im świat. Ale czy kultura  takimi je pragnie? Czy bohaterki powieści Renaty Kosin są takimi jakimi chcą być? Czy przeciwnie, są kobietami z okładek?

To powieść o delikatnym i stanowczym szukaniu szczęścia, o przyjaźni twórczych kobiet obarczonych obowiązkami i kłopotami. Odebrałam ją ciepło, a znalazłam to co lubię - pogodne i refleksyjne sceny, przyjaźń i filozoficzne dyskusje. 

Bohaterki, mimo iż utkane jak najdelikatniejsza koronka, są wyraziste i zdecydowane. Zatem "Mimo wszystko Wiktoria"!

 

Powieść otrzymałam od Wydawnictwa Replika, któremu pięknie dziękuję!:)